Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 sierpnia 2015

Lody caffe latte z nutą orzechów

Lody z orzechowej caffe latte

Ostatnio chyba uzależniłam się od kawy. Kiedyś piłam jej dużo, ale w tym momencie nie wyobrażam sobie dnia bez kubka mojej ulubionej latte. Potrafię pić ją rano, w ciągu dnia, w środku nocy, a także w najróżniekszych postaciach: z cynamonem, moccę, frapuccino. No i oprócz tego zmieniło się jeszcze jedno: polubiłam, a wręcz pokochałam lody Caffe latte.

Gdybyście spytali mnie, która firma robi te lody najlepsze, odpowiedź mogłaby was zaskoczyć. Otóż bajbardziej smakują mi te sprzedawane w Tesco, w 500 - mililitrowych kubełkach, z sosem czekoladowym na wierzchu. Choć ich skład z pewnością pozostawia wiele do życzenia, smak przebija wszystko! Doszło już nawet do tego, że jadam je czasem na śniadanie 😂

Choć ostatnio niewiele czasu spędzam w kuchni, wciąż bez przerwy robię lody. Ze względu na moją świeżą miłość do lodów kawowych, postawiłam więc sobie zadanie: stworzę lody, które przebiją nawet te z Tesco! Zadanie nie było łatwe, ale znalazłam przepis na Moich Wypiekach i zmodyfikowałam go nieco, zmieniając saszetkę cafe latte na rozpuszczalną kawę orzechową.

To był dobry ruch: oprócz kawy lody miały pyszny posmak orzechów. Konsystencja wyszła idealna, co dziwne, biorąc pod uwagę to, że podczas zamrażania wcale ich nie mieszałam. Idealnie dały się nabierać gałkownicą, mogłam więc zrobić dla siebie i rodziny przepyszny deser kawowy w pucharkach. Lody były też słodkie, co jest jedną z najważniejszych rzeczy przy lodach kawowych, które często wychodzą zbyt mocne i gorzkie.

Cóż, zdecydowanie polecam wam ten przepis - mi udało się dzięki niemu stworzyć jedne z najlepszych lodów, jakie jadłam. Teraz mogę się rozkoszować kawą także w formie mojego ulubionego deseru! Hmm, może zacznę jeść je na śniadanie? W końcu byłoby ekonomicznie - kawa i posiłek w jednym... 

Orzechowe lody caffe latte
Składniki:
- 3 żółtka
- 1,5 szklanki mleka
- 1 łyżeczka aromatu waniliowego
- 1/2 szklanki cukru - pudru
- 1 szklanka kremówki 36%
- 2 czubate łyżeczki orzechowej kawy rozpuszczalnej (ewentualnie zwykłej, ale to nie będzie to samo)

Mleko, połowę cukru, połowę kremówki, kawę i aromat zagotować na małym ogniu. Żółtka roztrzepać z resztą cukru, powstałą masę wlać do gotującej się mieszanki. Gotować chwilę, aż stanie się gęstsza, uważając, by się nie zagotowała. Dodać resztę kremówki i zmiksować. Wstawić na kilka godzin do zamrażalnika. Smacznego!

FragOla <3


niedziela, 26 lipca 2015

Owsianka kawowo - migdałowa

Owsianka gotowana na kawie orzechowej z dodatkiem migdałów

W wakacje bardzo rzadko jem owsianki. Jakoś tak wychodzi, że wstaję późno, jest gorąco i nie jestem szczególnie głodna. Wtedy jedynym wyjściem są jogurty, a za gotowanie płatków na mleku  nie mam szczególnej ochoty się zabierać... Moją pierwszą od długiego czasu owsianką była ta ugotowana na kawie orzechowej z migdałami, która powstała zupełnie spontanicznie - nic innego nie było w domu :) Mimo wszystko jednak była okropnie smaczna, mocno kawowa... Cudowne śniadanie :)

sobota, 20 czerwca 2015

Dieta truskawkowa

Kolejny raz muszę was przeprosić - długo mnie tu nie było. Niestety zwaliło mi się na głowę mnóstwo rzeczy, które odciągnęły mnie od pisania postów. Zepsuła mi się ładowarka, w związku z czym byłam przez tydzień odcięta od telefonu z aparatem i Blogera. Było też niemiłosiernie gorąco, co odbiło się na mojej diecie - przez cały ten czas żywiłam się głównie truskawkami... Nic więc dziwnego, że nie gotowałam, a głównie jadłam na mieście, zaś zdjęcia robiłam tylko wtedy, gdy miałam szczęście pożyczyć od kogoś ładowarkę ;)

Oto jednak galeria kilku moich kulinarnych doznań - obiecuję poprawę i już niedługo zapraszam na więcej ;)


Koktajl bananowo - jagodowy, croissant pełnoziarnisty


Deser śmietanowy o smaku advocatu, keks, morela, woda z cytryną


Oto przykład truskawkowej manii ;)


Wizyta na Węgrzech - camembert smażony w panierce, warzywa (tamtejsz "mała" porcja)


Yogo choice - jogurt mango i jogurt waniliowy z ciasteczkami, żelkami i polewą czekoladową


Kolejna wizyta w Manekinie: lemoniada bazyliowa, czyli moje nowe, wspaniałe odkrycie oraz przepyszny naleśnik z truflami i malinami



Śniadanie w Costa Coffee - frappe Oreo  i maślane ciastko z czekoladą


Wasa z masłem orzechowym i truskawkami, koktajl truskawkowy


Cudowne lody z Limoni - cytryna z ogórkiem, piwo, płatki owsiane

niedziela, 31 maja 2015

Cykl popcornowy #14: Popcorn czekoladowy z chilli


Popcorn z gorzką czekoladą i chilli


Waffle bar - Gofr z truskawkami, serem pleśniowym, dressingiem musztardowo - miodowym i baby szpinakiem


Lody prawdziwe - lody czekoladowe z pieprzem cayenne


Green cafe - Frappe poziomkowe (mrożona latte z syropem poziomkowym)

Sobota jak zwykle obfitowała u mnie w oglądanie filmów, a do tego niezbędny jest oczywiście popcorn ;) Myślę, że to już jeden z ostatnich Cyklów popcornowych, bo pomysły powoli mi się kończą. Cóż, na ile sposobów można zjeść prażoną kukurydzę...?

Tym razem popcorn przygotowałam na słodko - z gorzką czekoladą i chilli. To znane i lubiane połączenie, bardzo ciekawe, a przy tym naprawdę smaczne. Popcorn był tylko delikatnie pikantny, za to w całości oblany pyszną, klejącą się do rąk czekoladą ^^ Siostra namówiła mnie do zrobienia go nieprawdopodobnie dużo, więc został nam do jedzenia na trzy dni i wcinałam go z mlekiem, jogurtem naturalnym, a nawet na sucho bez żadnego filmu ;)

Przy okazji także wstawiam zdjęcia z kilku ostatnich wyjść - o tych miejscach już pisałam, nie ma więc potrzeby na robienie dla nich oddzielnego posta ;) Muszę tylko dodać, że w Waffle Bar latem jest cudowny ogródek, w którym można zajadać gofry na leżakach... I choć widok na Aleje Jerozolimskie nie jest szczytem marzeń, to już naprawdę jest coś ;)

Popcorn czekoladowy z chilli
Składniki na duuużo popcornu:
- 500 g preparowanej kukurydzy do prażenia
- 100 g czekolady
- szczypta chilli

W dużym garnku na małej ilości oleju uprażyć ziarna pod przykryciem, mieszając je co jakiś czas. Rozpuścić w kąpieli wodnej czekoladę, dodać do niej szczyptę chilli (nie przesadzić z ilością!), wylać ją na gotowy popcorn i dokładnie wymieszać. Smacznego!

niedziela, 17 maja 2015

Warszawska Noc Muzeów od strony... kuchni ;)


Marrakesh - Pita Shawarma z mięsem sojowym, grillowanymi warzywami i pikantnym sosem



Bułkę przez bibułkę - latte makaronikowa, kanapka grillowana z warzywami i kurczakiem, kiełki


Lody prawdziwe - słony karmel, Snickers, Brazilian Coffee


Deser śmietanowy z czekoladą i orzechami laskowymi Pilos, ciastka Belvita owoce leśne, croissant

Warszawska Noc Muzeów ma to do siebie, że jest dużo planowania, a mało zwiedzania. Kolejki ciągną się kilometrami (zwłaszcza te do Fabryki Wedla), ciężko więc zobaczyć coś bardziej obleganego niż Muzeum Techniki bez kilkugodzinnego oczekiwania. Niektórzy czekają, niektórzy wracają zawiedzeni do domów... a jeszcze inni w ramach protestów idą poszerzać swoje horyzonty w dziedzinie czysto gastronomicznej. Tak też zrobiłam ja, wybierając się ze znajomymi zwiedzać warszawskie restauracje ;)

Najpierw wspomnę może jeszcze o piątkowej wizycie w Marrakesh. Knajpa była bardzo zachwalana w internecie, a ja szukałam czegoś oryginalnego i najlepiej wegetariańskiego - to miejsce nadało się idealnie. Okazało się, że znajduje się we wnętrzu galerii, jest dość małe, ale przytulne i ma szerokie orientalne menu. Zamówiłam szybko Pitę Shawarma z "mięsem" sojowym, smaczną, idealnie pikantną i - o dziwo - świetnie imitującą pitę z prawdziwą shawarmą. Mięso z soi okazało się smakować zupełnie jak dobrze przyprawiona baranina i to naprawdę smaczna - mimo że jej nie lubię, zjadłam całość w mgnieniu oka. Do tego wypiłam świetną (choć sporo za drogą) zieloną herbatę, za wszystko płacąc niewiele ponad dwadzieścia złotych. Była to więc bardzo udana wizyta, nie licząc jedynie niezbyt sympatycznej obsługi, która w nieprzyjemny sposób obgadywała klientów za kasą.

Z kolei w sobotę w ramach "protestu kolejkowego" wybrałam się najpierw do mojego ukochanego lokalu Bułkę przez bibułkę, gdzie zjadłam tradycyjnie już kanapkę Mozzagrillo i wypiłam pyszną latte makaronikową. Choć makaronik miała ona tylko w nazwie i na wierzchu bitej śmietany, była warta tych 14 złotych ;) Najedzona i szczęśliwa wracałam Nowym Światem, gdy zobaczyłam niedawno otworzoną lodziarnie Lody Prawdziwe. Postanowiłam się tam zatrzymać na mały deser - kiedyś już jadłam tam przepyszne lody pistacjowe, miałam więc chęć na więcej. Ciekawych smaków było tyle, że skończyło się - jak zwykle - na 3 gałkach i wydanych 13 złotych... Lody jednak były tak pyszne, że polecam je mimo ceny: niezwykle kremowy słony karmel niemal rozpływał się w ustach, kawa była boska, a lody snickersowe wreszcie smakowały jak prawdziwe Snickersy ;) Czuć, że lody są własnoręcznie robione z najlepszych składników, smaki zmieniają się codziennie, a gałki sprzedawane są zawsze w tej samej wadze i ważone przed podaniem. W dodatku jest jeszcze możliwość wyboru wafelka ;) Odstraszać może jedynie cena, ale śmiem twierdzić, że warto.

Noc Muzeów mogę więc udać za udaną. Oczywiście poza jedzeniem robiłam mnóstwo wspaniałych rzeczy, bawiłam się przednio i wróciłam do domu ciemną nocą ;) Za rok planuję dopchać się do Wedla i zjeść coś jeszcze lepszego niż wczoraj... A tymczasem został mi tylko jogurcik na kolację :D


sobota, 21 marca 2015

Pierwszy dzień wiosny poza domem


Manekin - naleśnik z brokułami, kurczakiem i masłem orzechowym, sos serowy, latte z syropem piernikowym


Starbucks - Macciato z syropem klonowym na zimno


7 zbóż truskawkowe, bananowiec, truskawki (wprawdzie z Hiszpanii, ale zawsze)

Przyznaję bez bicia: przegapiłam pierwszy dzień wiosny. Przynajmniej jeśli chodzi o część kulinarną. Chciałam coś przygotować, ale miałam tyle rzeczy na głowie, że w końcu zapomniałam... Na pocieszenie więc wybrałam się z koleżankami do Manekina.

Kolejka oczywiście ciągnęła się przez pół Świętokrzyskiej, ale to już chyba standard, a dla tych naleśników naprawdę warto czekać ;) Kiedy w końcu weszłyśmy byłyśmy naprawdę głodne... No i, jak zwykle, mimo poważnych postanowień, że tym razem czas na słodkiego naleśnika, oczywiście skusił mnie wytrawny. Zamówiłam nowość w karcie: naleśnika z kurczakiem, brokułami i masłem orzechowym. Oryginalne połączenie, a jednak smakowało nadzwyczaj dobrze :D

Pyszny naleśnik i kawa nie powstrzymały mnie przed zakupem lodów w sklepie i pożarcia ich w domu pod pretekstem pierwszego dnia wiosny... Były jednak kwintesencją smaku i świetną przerwą w ciągu dnia. Nie żałuję wyboru (choć następnym razem wezmę na słodko!) i jeszcze raz gorąco polecam tę restaurację. 


niedziela, 22 lutego 2015

Party menu #2: Tarta kawowa


Tarta kawowa


Bardzo lubię tarty, choć prawie z każdą zrobioną przeze mnie jest ten sam problem: wychodzi strasznie cienka i krucha ;) Właściwie tarta chyba powinna taka być, ale mimo wszystko problemy z krojeniem i nakładaniem na talerz nie są przyjemne... Ta tarta taka nie jest - na pyszne, mocne ciasto, a jej smak jest po prostu nieziemski... Czemu by więc jej nie upiec?

Tarta kawowa nie wymaga zbyt wiele poza kupieniem składników. Nie trzeba nawet ugniatać do niej ciasta, bo zrobione jest ono ze zblendowanych z masłem ciasteczek (w moim przypadku Oreo, bo całkiem czekoladowych nie było w sklepie). Cały proces produkcji jest więc bardzo prosty, co jest kolejną zaletą tego deseru :)

Co z kolei ze smakie? Cóż, nie wiem, czy tarta kawowa to do końca trafna nazwa, bo ja czułam w niej głównie czekoladę: kakaowe były Oreo, kakaowa posypka... Tylko wnętrze z mleka skondensowanego miało lekki posmak kawy. Jak dla mnie ciasto mogłoby być intensywniejsze, co nie zmienia faktu, że całość prosi się tylko o brawa: połączenie spodu z Oreo, słonego masła orzechowego, delikatnego kawowego aromatu i bitej śmietany to nic, tylko niebo w gębie! Dzięki masłu ciasto nie jest zasładzające, a spód i wnętrze ciasta są niemal tak samo uzależniające; tylko bitej śmietany jak dla mnie mogłoby być mniej.

Tarta ta to przysmak nie tylko dla kawoszy; wszyscy, którzy lubią intensywne, oryginalne smaki będą nią z pewnością zachwyceni! Ja jeszcze na pewno nie raz ją przygotuję, a już spód z ciasteczek będę stosowała ciągle :D

Tarta kawowa
Składniki:
- 350 g ciastek czekoladowych (u mnie Oreo)
- 70 g masła
- 400 g mleka skondensowanego słodzonego
- 400 g mleka skondensowanego niesłodzonego
- 5 żółtek
- 1 łyżeczka aromatu waniliowego
- 4 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
- 350 ml kremówki 36%
- ok. 1/2 słoika masła orzechowego crunchy
- 1 łyżka cukru - pudru

Ciastka zblendować z masłem. Wyłożyć do formy tartowej wysmarowanej masłem, mocno wgnieść masę w boki i dno. Schłodzić przez ok. 30 min. Pozostałe składniki (z wyjątkiem cukru, śmietany i masła orzechowego) roztrzepać w misce, przelać na schłodzony spód. Piec ok. 55 min. w 140 stopniach, wstawić do lodówki na kilka godzin. Po tym czasie tartę posmarować masłem orzechowym i przykryć bitą śmietaną z kremówki i cukru - pudru. Obsypać kakao lub kawą, udekorować dowolnie. Smacznego!

FragOla <3

niedziela, 15 lutego 2015

Lody bezowo - śmietankowe z czekoladą i orzechami


Lody śmietankowe z kawałkami czekolady i orzechami laskowymi, przekładane bezami; mocca z bezami 


Wczorajsze Walentynki spędziłam w towarzystwie Leonardo DiCaprio i Ryana Goslinga. Cóż, bywa i tak, choć obejrzenie podczas jednego wieczoru Titanica i Pamiętnika nie nastroiło mnie pozytywnie do życia... Na poprawę nastroju zrobiłam sobie lody, zjadłam ich całe pudełko i choć przez chwilę byłam przeszczęśliwa ;)

Lody zrobiłam na bazie lodów śmietankowych, tłustych i niezdrowych, ale jednak przepysznych :) Świetnie komponowały się z czekoladą i orzechami, a po stworzeniu warstw z bez stały się prawdziwym arcydziełem ^^ Były słodkie, chrupiące, wręcz idealne na poprawę nastroju... Niestety szybko się nimi zasłodziłam, dlatego poł pudełka czeka jeszcze na mnie w lodówce ;)

Choć obyło się bez romantycznych wyjść, Walentynkowy wieczór wspominam dość miło, głównie za sprawą tych pysznych lodów ;) Polecam wszystkim lodomaniakom, którzy nie mogą już doczekać się lata i codziennego zajadania Big Milków, Magnum, rożków i innych cudów - zaspokoicie swoją tęskonotę na dłuuugi czas :3

Lody śmietankowo - bezowe z orzechami i kawałkami czekolady
Składniki:
- 150 ml śmietany 18%
- 400 g śmietany 36%
- 6 żółtek
- 1 szklanka mleka
- 100 g gorzkiej czekolady
- 2/3 szklanki cukru
- 2 garści orzechów laskowych
- bezy (ja upiekłam z pozostałych białek i zużyłam ok. połowę)

Szklankę kremówki i mleko podgrzać z cukrem do jego rozpuszczenia, odstawić na chwilę. Żółtka ubić, dodać do reszty składników i z powrotem postawić na palnik, podgrzać na małym ogniu do zgęstnienia (nie gotować!). Zmiksować z pozostałą kremówką, schłodzić do temperatury lodówkowej. Wmiksować śmietanę i wstawić do zamrażarki na kilka godzin, co jakiś czas wyjmując i miksując. Gdy lody staną się gęstsze, dodać posiekaną czekoladę i orzechy. Gdy lody będą już całkowicie zamrożone wyjąć je na kilka minut, by odrobinę zmiękły. W dużym pudełku ułożyć warstwę bezów i zgnieść ja lekko, jak na tort bezowy. Układać warstwy bezy - lody - bezy - lody, na wierzch posypać odrobinę orzechów, czekolady i pokruszonej bezy. Zamrozić. Wyjmować kilka minut przed podaniem. Smacznego!

FragOla <3

czwartek, 12 lutego 2015

Tłusty Czwartek alternatywnie


Muffinki pączkowe



Tłustoczwartkowa kolacja: muffinki, Italieri marcepan - migdały, kawa

Nie będę szczególnie oryginalna ani odkrywcza: dziś Tłusty Czwartek. Słychać o tym wszędzie od rana, w radiu, telewizji, sklepach, wszędzie króluje jeden temat: pączki. Tak się akurat składa, że ja tego dnia nie znoszę, podobnie jak nie lubię pączków, donutów, oponek, faworków i innych tego typu przysmaków  ;) Każą mi jeść te okropności co 10 minut... To staje się po jakimś czasie męczące ;)

Postanowiłam więc w tym roku obejść Tłusty Czwartek jakoś inaczej. Znalazłam przepis na (tak, naprawdę, tylko nie bijcie) pączkowe muffinki i postanowiłam chociaż tak celebrować ten piękny dzień obżerania się do granic :D Wiem, muffinku w Tłusty Czwartek to grzech... Grzechem jednak jest też wmuszać mi pączki przy każdej okazji!

Muffinki były wyjątkowo proste, a jednocześnie wyszły niezwykle smaczne: bardzo puszyste, duuże, z nutką cynamonu... Pycha ^^ Pochłonęłam ich koło sześciu, więc myślę, że spokojnie wyrównało to straty kaloryczne za te wszystkie odtrącone pączki ;)

Apeluję do kontestatorów pączkowych: jednoczny się! Pieczmy muffinki w Tłuste Czwartk! :) W każdym razie gorąco polecam wszystkim pączkowe muffinki zamiast lukrowanych donutów; w końcu chyba nie jestem jedyną osobą, która nie zjadła dziś ani jednego pączka...?

Doughnut muffins
Składniki na 9 sztuk:
- 1 i 3/4 szklanki mąki
- 1 jajko
- 3/4 szklanki cukru
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/2 łyżeczka soli
- 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
- 1/2 łyżeczki cynamonu
- 1/3 szklanki oleju
- 3/4 szklanki mleka

Składniki wymieszać do połączenia, wykładać do wysmarowanej mąką i natłuszczonej masłem formy na muffinki. Piec 23 min. w 180 stopniach, gdy muffinki lekko się podniosą, obsypać je łyżeczką cukru z wierzchu i piec dalej. Wystudzić. Smacznego!

FragOla <3

środa, 11 lutego 2015

Kawowa owsianka

Żytnianka gotowana na kawie i mleku z daktylami

Bez kawy nie byłoby życia, podobnie jak nie byłoby go bez czekolady, lodów, truskawek i wielu innych rzeczy - przynajmniej jak dla mnie ;) Rano ten napój jest zbawienny, dlaczego więc nie zjeść go na śniadanie? Oczywiście nie bez dodatków, ale w pysznej, kawowej owsiance, a raczej żytniance, bo znalazłam ostatnio w sklepie płatki żytnie. Postanowiłam je wypróbować - w końcu to zdrowsze... Jak smakowały? Jak dla mnie prawie identycznie jak płatki owsiane, było więc warto... A w połączeniu z kawą i daktylami to już w ogóle niebo w gębie ^^

sobota, 7 lutego 2015

Omlet bananowy


Omlet bananowy, kawa z mlekiem, Hershey's syrupem i chilli


Kocham soboty m. in. za pyszne śniadania - bez pośpiechu, spokojne, w towarzystwie dobrej kawy. W tygodniu nie ma na takie czasu, a już na pewno nie ma czasu na omlety ;)

Ostatnio jadałam głównie omlety wytrawne, dziś jednak nabrałam ochoty na takiego puszystego i słodkiego... Żeby jednak było trochę odmiany, zamiast mąki dodałam do niego bananów ;) Omlet składa się z trzech składników i nie jest zbyt skomplikowany, choć przy moich nerwach przewracanie go to dość niebezpieczna zabawa... Jest za to pyszny, delikatny, z mocnym bananowym posmakiem. 

Do omleta wypiłam jedną z lepszych domowych kaw - moccę z chilli ;) Nie chciało mi się rozpuszczać czekolady, wykorzystałam więc Hershey's Syrup, który dodałam do kawy i mleka ;) Kawa wyszła boska, a ostre chilli dodawało jej zdecydowanie charakteru :D

Takie śniadania mogłabym zajadać codziennie - może warto by było wstawać dla nich 20 min. wcześniej...?

Omlet bananowy
Składniki na 2 porcje:
- 2 banany
- 4 jajka
- 3/4 małego opakowania cukru waniliowego

Składniki zblendować, wylać połowę ciasta na wysmarowaną olejem patelnię i smażyć na małym ogniu z dwóch stron. Polecam przewracać przy pomocy talerza: gdy omlet zetnie się od spodu, zsunąć go na talerz i obrócić szybko do góry nogami, wrzucając na patelnię. Podawać ciepły. W ten sam sposób przygotować drugą porcję. Smacznego!

FragOla <3


piątek, 6 lutego 2015

Moko - tuff - lunch na Mokotowie

Burger z kozim serem i warzywami

Latte z syropem pomarańczowym

Kolejna restauracja, którą odwiedziłam, to jedna z niewielu widzianych przeze mnie knajp na Mokotowie - Moko - tuff. Znajduje się na Alei Niepodległości, czyli w miejscu idealnym dla mnie - dosłownie kilkadziesiąt metrów od mojej szkoły i tuż przy stacji metra Racławicka ;) Lokalizacja sprzyja wyprawom do niej, czy jednak sprzyjają też inne rzeczy?

Wystrój i wnętrze nie przyciągają szczególnej uwagi, są ładne, ale mało oryginalne. Obsługa była bardzo uprzejma, niestety kelner wyglądał na zagubionego - najpierw pomylił moją kawę z herbatą, a później szukał mnie po całej sali, by przynieść mi właściwe zamówienie :D Mimo przytulnego umeblowania i dekoracji ma się więc wrażenie lekkiego chaosu...

Muszę was też ostrzec przed jednym - ceny zdecydowanie nie są przystępne. Nie jest to miejsce dla miliarderów, ale niektóre dania główne kosztują prawie 40 zł, zaś za burgery zdecydowanie się przepłaca - są za małe i za skromne na 15 zł :(

Co do jedzenia: zamówiłam kawę z syropem pomarańczowym i burgera z kozim serem. Kawa była niezła, czuć w niej było wyraźnie pomarańczę, z kolei burger okazał się nieco za mały i ciężki do ugryzienia :D Pełno w nim było składników niewymienionych w menu, co można traktować jako wadę i zaletę, w zależności od tego, czy ktoś lubi ogórki kiszone i cebulę ;) Połączenie koziego sera z warzywami i świeżą, samodzielnie wypiekaną bułką mimo wszystko było naprawdę smaczne.

Do Moko - tuff pewnie jeszcze zajdę kiedyś na kawę, wątpie jednak, czy będę coś tam jadła - nie stać mnie na tak drogą inwestycję ;) Może gdyby powiększyli nieco burgery... ale na to pewnie przyjdzie długo czekać ;D


niedziela, 1 lutego 2015

Pancakes z kawą i marcepanem


Pancakes z marcepanem i kawą


Dziś ostatnie śniadanie przed końcem ferii, a specjalne okazje - w tym wypadku koniec wolności - wymagają specjalnych posiłków ;) Pancake'i są idealnym sposobem na uczczenie niemal wszystkiego, więc to właśnie je przygotowałam z rana.

Marcepan kupiłam kiedyś na zapas, myśląc, że na pewno do czegoś się przyda. Zalegał w szafce od dłuższego czasu, aż w końcu nadszedł jego dzień ;) Niestety moja siostra nie jest jego fanką, musiała więc siedzieć nad swoim talerzem i skrupulatnie wyciągać ze swoich placków jego kawałki... 

Właściwie nie są to chyba do końca pankejki, bo rosną głównie dzięki ubitym białkom. Dodają im one puszystości, dzięki której smakują jeszcze lepiej ;) Kawa jest tylko delikatnie wyczuwalna, dominuje słodki marcepan i żurawina. Placki można jeść z Nutellą lub innymi dodatkami, jednak moim zdaniek nie potrzeba im żadnych dodatków - są pyszne same w sobie :D

Niedzielne rodzinne śniadanie warto zacząć od pancakesów - kto ich nie lubi? Nie radzę jednak przygotowywać ich osobom nie lubiącym marcepanu, bo będziecie musieli patrzeć na ich milczącą mękę... W innym przypadku każdy z pewnością zje te placki ze smakiem ;D

Pancakes z kawą i marcepanem
Składniki na ok. 10 sztuk:
- 300 g mąki
- 3 łyżki cukru trzcinowego
- 300 ml mleka
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 150 g marcepanu
- 2 łyżeczki kawy mielonej
- garść żurawiny
- 2 jajka
- szczypta soli

Mąkę wymieszać z cukrem, kawą, proszkiem, żurawiną i drobno posiekanym marcepanem. Dodać żółtka z mlekiem, wymieszać dokładnie. Białka ubić ze szczyptą soli na sztywno, wmieszać delikatnie do masy. Smażyć na patelni wysmarowanej olejem, na małym ogniu, po 2 - 3 minuty z każdej strony. Smacznego!

FragOla <3

Inspiracja: blog Burczy mi w brzuchu

środa, 28 stycznia 2015

Znów "Bułkę przez bibułkę"


Jogurt kawowy, 7days z czekoladą, Monte drink


Jogurt z brzoskwinią i marakują, bułka z żurawiną, kawa z kremem Oreo


Kanapka włoska z rukolą, suszonymi pomidorami i sosem, koktajl truskawkowy na bazie espresso - Bułkę przez bibułkę


Aaa, dni tak szybko mijają, już prawie czwartek... Zbliża się koniec słodkiego lenistwa :( Ostatnie chwile bez obowiązków wypełnią mi próby relaksu i miłe wyprawy po mieście, nie mam nawet ochoty pogrążać się w depresji końca ferii ;) Zaczynam od dzisiaj!

W tych ostatnich dniach wolności muszę chyba zacząć nieco mniej jeść, w końcu trzeba będzie wyjść z dresów i pokazać się ludziom, a obawiam się, że moje dżinsy mogą okazać się dość ciasne :( Pora więc na jogurty! Ostatnio spróbował Coffee Cream z Lidla i niestety mocno się zawiodłam, bo kawy tam było może tyle, ile mięsa w parówce, a nawet jeszcze mniej :( Z kolei jogurt z marakują i brzoskwinią okazał się całkiem smaczny, choć nie był żadną rewolucją: zwykłe kawałki owoców w serku, marakuja raczej średnio się przebijała ;)

Oczywiście, jako że muszę być aktywna i "fit", wybrałam się dziś na łyżwy. Po łyżwach z kolei zgłodniałam i w poszukiwaniu "fit miejsca" moje nogi powiodły mnie do Bułkę przez bibułkę ;) Było smacznie jak zawsze, zamówiłam kanapkę włoską bez szynki parmeńskiej - pyycha, choć trochę za droga - i koktajl truskawkowy na bazie kawy, mało truskawkowy, ale jednak smaczny.

Cóż, powracam do zapowiedzianego lenistwa; oczekujące na napisanie posty muszą poczekać ;) Lecę się relaksować! 

niedziela, 25 stycznia 2015

Owsianka tiramisu

Owsianka tiramisu

Ciężko uwierzyć, że minął już cały tydzień ferii - kiedy siedzi się nocami, a wstaje o dziesiątej czy jedenastej, czas jakoś szybciej płynie ;) Jeszcze tylko kilka razy będę mogła nacieszyć się leniwymi śniadaniami, które mogę przygotowywać, ile mi się żywnie podoba, bez pośpiechu. Póki jeszcze mam na to czas, staram się wykorzystywać go jak najlepiej i jeść rano jak najbardziej skomplikowane posiłki :D 

Taka też była owsianka tiramisu, której raczej nie zrobiłabym w tygodniu szkolnym - wymaga wyjęcia miksera ;) Jest naprawdę pyszna i rzeczywiście smakuje trochę jak tiramisu; smak kawy wyraźnie przebija się przez słodycz, a dzięki mascarpone całość jest bardziej kremowa niż standardowa owsianka. Wygląda równie dobrze jak smakuje, bo dzięki posypce z kakao można wziąć ją za prawdziwy deser ;) Nabraliście na nią już ochoty? Chyba nie muszę was długo przekonywać...

Owsianka tiramisu
Składniki na 2 porcje:
- 4 garści płatków owsianych błyskawicznych
- 2 szklanki mleka
- 2 łyżeczki kawy rozpuszczonej w 1/4 szklanki wody
- 1/4 szklanki likieru kawowego
- 2 łyżeczki kawy mielonej
- 250 g mascarpone
- 2 jajka
- 4 łyżki cukru
- kakao

Płatki owsiane zalać mlekiem, kawą i likierem, postawić na średnim ogniu i podgrzewać, aż cała ciecz zostanie wchłonięta. Żółtka utrzeć z cukrem, dodać mascarpone i zmiksować. Do kremu wsypać kawę mieloną i dokładnie wymieszać. Gdy płatki będą gotowe, przełożyć je do miseczek i wymieszać z kremem z mascarpone. Obsypać z wierzchu kakao. Smacznego!

FragOla <3

piątek, 16 stycznia 2015

Krowarzywa, czyli bułka, tofu i... warzywa


Burger z ciemną bułką, tofu, serem wegańskim, sosem BBQ śliwkowym i warzywami; smoothie z jabłka, selera, daktyli i jagód goji - Krowarzywa



Chai Latte z zielonej herbaty, ciastko sezamowe z orzechami - Green Cafe



Mini Dakłas - Sowa


Od dwóch dni nie ma mnie w domu i od dwóch dni jem na mieście - pora na podsumowanie ;) Poznałam kilka nowych smaków i spędziłam przyjemnie czas... czy w towarzystwie dobrego jedzenia?

Pierwszy dzień moje włóczykijstwa był raczej ubogi w kulinarne ekscesy - złożyłam wizytę tylko w Green Cafe ;) Zjadłam tam tylko smaczne, sezamowe ciastko z orzechami i wypiłam pyszne Chai Latte, darmowe z racji dziesięciu stempli na karcie stałego klienta :D Nareszcie Chai Latte było prawdziwym Chai, bo zawierało herbatę, a nie tylko korzenne przyprawy :D Green Cafe pozostaje jedną z moich ulubionych kawiarni; potrafię tam zasiedzieć się z przyjaciółką niemal na 4 godziny, tak bardzo lubię swobodną atmosferę tego miejsca ;)

Moim piątkowym odkryciem był lokal znany w Warszawie z tego, że promuje kuchnię wegańską - Krowarzywa ;) Ciekawa i błyskotliwa jest już sama jego nazwa, z chęcią więc dałam się tam wyciągnąć na obiad. Pierwsze wrażenie było średnie: pomieszczenie było małe i straszliwie zatłoczone, przez dobre 15 minut czekałyśmy na jakiekolwiek miejsca. Właściwie mała powierzchnia jest chyba największą wadą knajpy, bo ogromnego burgera naprawdę trudno zjeść na stojąco :)

Ponieważ nigdy w życiu nie jadłam tofu, skusiłam się na TOFEX, czyli burgera właśnie z nim. Zamówiłam też smoothie o ciekawym składzie: jabłko, seler, daktyle i jagody goji ;) Burgera otrzymałam ciepłego, apetycznie wyglądającego i naprawdę ogromnego - nie wiem, jaką trzeba by mieć szczękę, żeby ugryźć go w całości :D Całość była smaczna, burger był pełny różnorakich warzyw, bardzo dobry okazał się też sos BBQ śliwkowy. Jeśli chodzi o samo tofu, to dla mnie było trochę jak ser bez smaku: nie zły, ale też nie jakoś szczególnie dobry. Następnym razem biorę WARZYWEXA :3
Smoothie z kolei prawie wcale mi nie smakowało, czuć w nim było mocno selera i miałam wrażenie, że popijam soczek marchewkowy. Cóż, całość była smaczna i zdrowa, choć w pewnym momencie miałam wrażenie, że zajadam po prostu Subweya :D Cóż, wegańska dieta i tak nie jest dla mnie - jestem przecież uzależniona od mleka :D

Na koniec wspomnę tylko o moim ukochanym deserze dacquoisowym na Chmielnej i mogę już podsumowywać wszystkie te wyjścia :) Najciekawszym doświadczeniem było Krowarzywa i z pewnością warto się tam wybrać, aby chociaż spróbować wegańskiej kuchni. Może stwierdzicie, że takie wyrzeczenia byłyby dla was za trudne... A może uznacie, że pora odstawić produkty zwierzęce? Kto wie?

Ach, zapomniałabym - nie chcę psuć niespodzianki, ale koniecznie zamówcie burgery na miejscu i... pobawcie się trochę talerzem ;)


sobota, 10 stycznia 2015

"Być może" nowe, fajne miejsce!




Kilka zdjęć wnętrza ;)


Mocca z syropem chilli


Omlet z kozim serem, roszponką i figą

Pierwszy piątek po feriach spędziłam ze znajomymi, a że nieodłącznym elementem naszych spotkań jest poszukiwanie nowych miejsc, odwiedziłam przy okazji lokal "Być może". Oferuje on głównie śniadania i lunche, choć można zjeść tu także spaghetti ;)

Oczywiście bez przeszkód się nie obyło - jak zwykle nie mogłyśmy znaleźć lokalizacji knajpki. Tym razem jakdojade.pl nie pomogło ;) Najpierw ja pomyliłam Plac Zbawiciela z Placem Konstutucji, potem postanowiłyśmy się cofnąć do metra. Gdy już dojechałyśmy na Plac Unii Lubelskiej, okazało się, że byłyśmy 10 minut wcześniej kilka metrów dalej ;) Kiedy w końcu dotarłyśmy na miejsce byłyśmy głodne, zmęczone i całkowicie mokre od deszczu :)

Powitał nas przytulny, oryginalny wystrój, który przypominał mi trochę "Bułkę przez Bibułkę". Stylowe dekoracje, eleganckie stoliki i cudne, kamienne ściany przenoszą gości gdzieś daleko od gwarnego centrum Warszawy. Warto tu przyjść choćby dla samego wnętrza ;)

Gdy już przywitała nas uśmiechnięta kelnerka, mogłyśmy wreszcie złożyć zamówienie. Razem z koleżanką zdecydowałyśmy się na omleta z kozim serem, roszponką i figą. Ja wzięłam jeszcze moccę z syropem chilli. Najpierw na stole pojawiła się kawa... i już wiedziałam, że obiad będzie udany ^^ Nie wiem, czy to kwestia kawy, czy mojego wyczucia smaku (syrop dobierany jest samodzielnie i trzeba za niego dopłacić), ale skosztowałam chyba najlepszej kawy, jaką piłam w życiu. Gorąca czekoladowa pianka była idealnie słodka, a wyraźnie wyczuwalne chilli idealnie się z nią komponowało. Kawa była tania, przepyszna i o niebo lepsza niż w sieciówkach :3

Jeżeli zaś chodzi o omleta - również był warty swojej ceny (17 zł). Jego żółty kolor wskazywał na dużą ilość jajek, z kolei połączenie figi i sera koziego było genialne - ni to słodkie, ni to wytrawne, ale trafione w punkt. Jedyną wadą tego dania jest to, że w teorii jest ono śniadaniowe - ja najadłam się nim bez problemu, ale w kwestii obiadów należę raczej do niejadków, więc nie każdemu taka ilość wystarczy. Cóż, w takim wypadku trzeba pewnie zapłacić więcej, ale cena 35 złotych za danie obiadowe to i tak nie tak dużo, jak na centrum Warszawy. Ach, zapomniałam jeszcze wspomnieć, że do omletów otrzymałyśmy darmowe, wypiekane na miejscu 3 rodzaje pieczywa (bardzo smaczne swoją drogą) i konfiturę jabłkową, którą wyjadałyśmy łyżeczkami. 

"Być może" to bardzo przyjemny lokal, świetny na spotkanie ze znajomymi czy sobotnie śniadania. To miejsce łączące "Charlotte", "Bułkę przez bibułkę" i włoską restaurację. Warto je zobaczyć, warto również tu wracać, bo jedzenie jest przepyszne ;) Polecam gorąco, wypad tam z pewnością będzie przyjemny... i koniecznie zamówcie moccę z chilli!