Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Green cafe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Green cafe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 maja 2015

Cykl popcornowy #14: Popcorn czekoladowy z chilli


Popcorn z gorzką czekoladą i chilli


Waffle bar - Gofr z truskawkami, serem pleśniowym, dressingiem musztardowo - miodowym i baby szpinakiem


Lody prawdziwe - lody czekoladowe z pieprzem cayenne


Green cafe - Frappe poziomkowe (mrożona latte z syropem poziomkowym)

Sobota jak zwykle obfitowała u mnie w oglądanie filmów, a do tego niezbędny jest oczywiście popcorn ;) Myślę, że to już jeden z ostatnich Cyklów popcornowych, bo pomysły powoli mi się kończą. Cóż, na ile sposobów można zjeść prażoną kukurydzę...?

Tym razem popcorn przygotowałam na słodko - z gorzką czekoladą i chilli. To znane i lubiane połączenie, bardzo ciekawe, a przy tym naprawdę smaczne. Popcorn był tylko delikatnie pikantny, za to w całości oblany pyszną, klejącą się do rąk czekoladą ^^ Siostra namówiła mnie do zrobienia go nieprawdopodobnie dużo, więc został nam do jedzenia na trzy dni i wcinałam go z mlekiem, jogurtem naturalnym, a nawet na sucho bez żadnego filmu ;)

Przy okazji także wstawiam zdjęcia z kilku ostatnich wyjść - o tych miejscach już pisałam, nie ma więc potrzeby na robienie dla nich oddzielnego posta ;) Muszę tylko dodać, że w Waffle Bar latem jest cudowny ogródek, w którym można zajadać gofry na leżakach... I choć widok na Aleje Jerozolimskie nie jest szczytem marzeń, to już naprawdę jest coś ;)

Popcorn czekoladowy z chilli
Składniki na duuużo popcornu:
- 500 g preparowanej kukurydzy do prażenia
- 100 g czekolady
- szczypta chilli

W dużym garnku na małej ilości oleju uprażyć ziarna pod przykryciem, mieszając je co jakiś czas. Rozpuścić w kąpieli wodnej czekoladę, dodać do niej szczyptę chilli (nie przesadzić z ilością!), wylać ją na gotowy popcorn i dokładnie wymieszać. Smacznego!

piątek, 16 stycznia 2015

Krowarzywa, czyli bułka, tofu i... warzywa


Burger z ciemną bułką, tofu, serem wegańskim, sosem BBQ śliwkowym i warzywami; smoothie z jabłka, selera, daktyli i jagód goji - Krowarzywa



Chai Latte z zielonej herbaty, ciastko sezamowe z orzechami - Green Cafe



Mini Dakłas - Sowa


Od dwóch dni nie ma mnie w domu i od dwóch dni jem na mieście - pora na podsumowanie ;) Poznałam kilka nowych smaków i spędziłam przyjemnie czas... czy w towarzystwie dobrego jedzenia?

Pierwszy dzień moje włóczykijstwa był raczej ubogi w kulinarne ekscesy - złożyłam wizytę tylko w Green Cafe ;) Zjadłam tam tylko smaczne, sezamowe ciastko z orzechami i wypiłam pyszne Chai Latte, darmowe z racji dziesięciu stempli na karcie stałego klienta :D Nareszcie Chai Latte było prawdziwym Chai, bo zawierało herbatę, a nie tylko korzenne przyprawy :D Green Cafe pozostaje jedną z moich ulubionych kawiarni; potrafię tam zasiedzieć się z przyjaciółką niemal na 4 godziny, tak bardzo lubię swobodną atmosferę tego miejsca ;)

Moim piątkowym odkryciem był lokal znany w Warszawie z tego, że promuje kuchnię wegańską - Krowarzywa ;) Ciekawa i błyskotliwa jest już sama jego nazwa, z chęcią więc dałam się tam wyciągnąć na obiad. Pierwsze wrażenie było średnie: pomieszczenie było małe i straszliwie zatłoczone, przez dobre 15 minut czekałyśmy na jakiekolwiek miejsca. Właściwie mała powierzchnia jest chyba największą wadą knajpy, bo ogromnego burgera naprawdę trudno zjeść na stojąco :)

Ponieważ nigdy w życiu nie jadłam tofu, skusiłam się na TOFEX, czyli burgera właśnie z nim. Zamówiłam też smoothie o ciekawym składzie: jabłko, seler, daktyle i jagody goji ;) Burgera otrzymałam ciepłego, apetycznie wyglądającego i naprawdę ogromnego - nie wiem, jaką trzeba by mieć szczękę, żeby ugryźć go w całości :D Całość była smaczna, burger był pełny różnorakich warzyw, bardzo dobry okazał się też sos BBQ śliwkowy. Jeśli chodzi o samo tofu, to dla mnie było trochę jak ser bez smaku: nie zły, ale też nie jakoś szczególnie dobry. Następnym razem biorę WARZYWEXA :3
Smoothie z kolei prawie wcale mi nie smakowało, czuć w nim było mocno selera i miałam wrażenie, że popijam soczek marchewkowy. Cóż, całość była smaczna i zdrowa, choć w pewnym momencie miałam wrażenie, że zajadam po prostu Subweya :D Cóż, wegańska dieta i tak nie jest dla mnie - jestem przecież uzależniona od mleka :D

Na koniec wspomnę tylko o moim ukochanym deserze dacquoisowym na Chmielnej i mogę już podsumowywać wszystkie te wyjścia :) Najciekawszym doświadczeniem było Krowarzywa i z pewnością warto się tam wybrać, aby chociaż spróbować wegańskiej kuchni. Może stwierdzicie, że takie wyrzeczenia byłyby dla was za trudne... A może uznacie, że pora odstawić produkty zwierzęce? Kto wie?

Ach, zapomniałabym - nie chcę psuć niespodzianki, ale koniecznie zamówcie burgery na miejscu i... pobawcie się trochę talerzem ;)


środa, 17 grudnia 2014

Bakaliowy wieczór

Jogurt naturalny z bakaliami (daktyle, żurawina, orzechy włoskie, laskowe, migdały, nerkowce) i biscotti; grzane mleko z pomarańczą i przyprawą korzenną do dyni

Latte piernikowa - Green Cafe

Przedstawiam pyszny jogurt naturalny, dzisiaj bez czekolady, bo stwierdziłam, że muszę się zdrowiej odżywiać (taa, jasne...) ;) Mimo postanowienia na kawę poszłam, tradycyjnie już do Green Cafe na latte, które zaserwował mi i mojej koleżance ulubiony barista ;3

środa, 3 grudnia 2014

Odrobina przyjemności w miejskiej dżungli


Muffin korzenny, kawa zimowa - Och teatr




Latte jeżynowa, quiche z karmelizowanym serem kozim i mocca koleżanki - Green Cafe


Affogato al cafe - Fragola


Ravioli nadziane pastą z rukoli i ricotty z rukolą, orzeszkami pinii, pomidorkami koktajlowymi, masłem i cebulą -Vapiano


Fantasia z biszkopcikami, scones z dżemem malinowym

Ostatnio często wychodzę ze znajomymi na miasto. Z tej okazji pojawiło się kilka nowych zdjęć i miejsc, którymi muszę się z wami pochwalić ;)

Wizyta w Och Teatrze obfitowała, oprócz     w znakomitą rozrywkę, w pyszny muffinek piernikowy i zimową latte z nutą pomarańczy. Podobnie przyjemnie było w Green cafe, które powoli staje się jedną z moich ulubionych kawiarni. Miła obsługa, wyśmienita latte jeżynowa (choć na wierzchu ma maliny :D) i ciekawy quiche z karmelizowanym kozim serem.

Wyjścia do Fragoli też stają się powoli moją tradycją. Lodów próbowałam tam już niemal wszystkich, przyszedł czas na kawy - affogato al cafe jest kolejną, którą udało mi się wypić. Nie jest może warta 12 złotych (ale czy droższe kawy z Costy czy Starbucksa są warte swojej ceny?), dodałabym do niej trochę cukru, gdybym nie była zbyt leniwa, by się po niego podnieść ;) Jednak w gruncie rzeczy kawa jest dobra, dużo w niej czekolady, a rozpuszczające się na wierzchu lody to coś, dla czego warto ją zamówić :3

Ach, jeśli jesteśmy już w Galerii Mokotów - byłam też ostatnio w Vapiano. Długo miałam ochotę na tę wizytę i wreszcie się udało! Zamówione ravioli z ricottą i rukolą było smaczne, choć dla mnie masło było w daniu niepotrzebne. Wolę też tradycyjne restauracje z kelnerami, gdzie nie muszę wstawać co chwila z wygodnego krzesła, by sprawdzić, co z moim obiadem :) Jednak liczy się smak i nim Vapiano wygrywa, zapraszam więc wszystkich miłośników włoskiej kuchni - menu jest naprawdę ciekawe, sama chciałabym wypróbować połowę :3

Na koniec bardziej domowy akcent - nowa limitka Fantasii, tym razem z biszkopcikami. Oprócz tego, że ciastka smakują jak herbatniki, nie mam jej nic do zarzucenia - polecam na lekką przekąskę :3