Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Manekin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Manekin. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2015

Pierwszy dzień wiosny poza domem


Manekin - naleśnik z brokułami, kurczakiem i masłem orzechowym, sos serowy, latte z syropem piernikowym


Starbucks - Macciato z syropem klonowym na zimno


7 zbóż truskawkowe, bananowiec, truskawki (wprawdzie z Hiszpanii, ale zawsze)

Przyznaję bez bicia: przegapiłam pierwszy dzień wiosny. Przynajmniej jeśli chodzi o część kulinarną. Chciałam coś przygotować, ale miałam tyle rzeczy na głowie, że w końcu zapomniałam... Na pocieszenie więc wybrałam się z koleżankami do Manekina.

Kolejka oczywiście ciągnęła się przez pół Świętokrzyskiej, ale to już chyba standard, a dla tych naleśników naprawdę warto czekać ;) Kiedy w końcu weszłyśmy byłyśmy naprawdę głodne... No i, jak zwykle, mimo poważnych postanowień, że tym razem czas na słodkiego naleśnika, oczywiście skusił mnie wytrawny. Zamówiłam nowość w karcie: naleśnika z kurczakiem, brokułami i masłem orzechowym. Oryginalne połączenie, a jednak smakowało nadzwyczaj dobrze :D

Pyszny naleśnik i kawa nie powstrzymały mnie przed zakupem lodów w sklepie i pożarcia ich w domu pod pretekstem pierwszego dnia wiosny... Były jednak kwintesencją smaku i świetną przerwą w ciągu dnia. Nie żałuję wyboru (choć następnym razem wezmę na słodko!) i jeszcze raz gorąco polecam tę restaurację. 


środa, 18 lutego 2015

Jedzeniowy misz - masz


Pieczona kanapka z camembertem, mango, bazylią i pieprzem kajeńskim


Manekin - naleśnik z camembertem, malinami i migdałami


Esencia cytrynowa


Kakaowe tosty francuskie z dżemem truskawkowym i Harshey's Syrupem

Kolejne dni mijają, a na moim telefonie pojawia się coraz więcej zdjęć różnorakich jogurtów, kanapek czy lokali, w których byłam. Nie mam czasu na uporządkowanie ich, a tym bardziej na publikowanie ich w odzdzielnych postach, stąd też dłuższe podsumowanie dzisiaj ;)

Na początku muszę wam polecić pyszną kanapkę, na którą zresztą podam wam przepis. Robię podobną zawsze, gdy w domu nic nie ma, a ja jestem głodna, i to głodna na coś innego, niż kanapka z szynką. Jest to po prostu bułka z camembertem i owocami - zimą w wersji z piekarnika z żurawiną czy jabłkiem, latem na zimno, najczęściel z truskawkami. Dziś zaszalałam i zrobiłam wersję tropikalną z mango i pieprzem kajeńskim - muszę wam powiedzieć, że wyszedł naprawdę hit smakowy ;) Kocham owoce na ostro, a z półpłynnym camembertem i chrupiącą bułką mogłabym je jeść cały czas ^^

Kolejnym ciekawym eksperymentem były tosty francuskie z kakao, które miałam wyciąć w serduszka i wstawić w ramach walentynkowego postu, ale stwierdziłam, że nie ma co się dołować ;) Poza tym, nie znalazłam nigdzie foremki w kształcie serca; mimo wszystko tosty smakowały z dżemem truskawkowym i Hershey's Syrupem naprawdę nieźle :D

Ostatnio byłam też z wizytą w Manekinie. Miałam szczęście, bo pojawiłam się tam wcześnie - gdy wychodziłam, kolejka ciągnęła się aż do teatru Kwadrat. Mi na szczęście udało się jej uniknąć; zjadłam pyszne naleśniki z camembertem, malinami i migdałami (następnym razem koniecznie muszę zamówić słodkie!!!) i wypiłam koktajl bananowo - czekoladowy, bardzo smaczny zresztą :D Wizyta była naprawdę udana, zwłaszcza że po niej nastąpił długi spacer po McFlurry na Nowy Świat :D

Z serii jogurty: kupiłam ostatnio kolejny smak z serii Esencia, tym razem cytrynowy. Nie smakował mi już tak, jak jego poprzednik - był nieco przesłodzony :( W oko za to wpadł mi smak brzoskwinia - marakuja, który muszę kupić przy jakiejś okazji :D

Z podsumowań to by było na tyle; przygotujcie się na mało postów w przyszłym tygodniu, bo czasu będę miała naprawdę niewiele :(

Pieczona bułka z camembertem i mango
Składniki:
- 1 ulubiona bułka (u mnie wieloziarnista)
- 1/3 mango
- 1/3 camemberta
- pieprz kajeński, bazylia

Bułkę przekroić na pół, na jednej połówce ułożyć plasterki camemberta, na drugie pokrojone mango. Przyprawić, złożyć na pół. Piec w 200 stopniach 10 - 15 min. Smacznego!

FragOla <3


sobota, 31 stycznia 2015

Manekin... w Toruniu!


Naleśniki z kurczakiem w curry


Latte z syropem irish


Piernik - Kopernik ;)

Wczorajsza wizyta w Toruniu zaowocowała kilkoma pozytywnymi zdarzeniami: nareszcie ruszyłam się z domu, zobaczyłam Krzywą Wieżę lepszą niż w Pizie, kupiłam zapas toruńskich pierników w kształcie Kopernika i wreszcie - odwiedziłam toruńskiego Manekina! To jeden z dwóch w Polsce, gdy więc tylko go zobaczyłam, wiedziałam, że muszę do niego wejść ;)

Czym restauracja różni się od tej w Centrum? Zasadniczą różnicą jest chyba brak kolejek - byłam niezwykle zaskoczona, gdy po wejściu ukazało mi się kilka wolnych stolików, i to jeszcze w piątek! Brak tłumów na pewno pozytywnie wpływa na obsługę, która nie uwija się w pośpiechu niczym ta warszawska.

Choć naleśniki słodkie jak zwykle kusiły, zamówiłam te obiadowe, tym razem z kurczakiem i curry, które zniknęły już z warszawskiej oferty. Jakość dania była jak zwykle świetna, naleśniki dobrze usmażone, ogromne, ze smacznym farszem. Minusem był sos tysiąca wysp, który wcale tym sosem nie był i nieco gorsza od warszawskiej kawa (chociaż to może nie wina lokalu). Oferta była bogatsza o kilkanaście pozycji, w menu dostrzegłam też naleśniki orkiszowe! Odniosłam także wrażenie, że ceny były o kilka złotych niższe, co w sumie nie takie dziwne - w końcu Warszawa to najdroższe miasto w Polsce ;)

Trzebaby też zwrócić uwagę na wystrój, który w Toruniu nie jest za ciekawy, na pewno nie może się równać z tym warszawskim. Lokal jest dużo mniejszy, brak tu klimatycznej łazienki i ogromnego manekina na ścianie... No ale, jak to często pisze, nie można mieć wszystkiego, prawda?

Każdego, kto jedzie do Torunia, muszę zachęcić do wizyty w tutejszym Manekinie. Za przystępną cenę można się dobrze i smacznie najeść, nie musicie się też martwić kolejką na pół Świętokrzyskiej ;) To świetne miejsce na każdą okazję - wstąpcie, a zobaczycie :D






wtorek, 20 stycznia 2015

Podróże i powroty


Kanapka Ser nocy letniej z gorgonzolą, brie, karmelizowaną gruszką i świeżym szpinakiem - Bułkę przez bibułkę


Naleśniki z Nutellą, marakują i pieprzem kajeńskim - Manekin

Ferie jak zawsze obfitują w spotkania ze znajomymi i wyjścia, a oprócz nowych miejsc warto czasem odwiedzić i te stare ;) Przyznam, że do wielu knajp mam sentyment i lubię tam wracać; takie miejsca to m. in. Bułkę przez bibułkę oraz Manekin.

Bułkę przez bibułkę odwiedziłam ostatnio w sobotę. Tym razem trafiłam do lokalu na Puławskiej, którego wystrój jest niestety nieco słabszy od wystroju przy Chmielnej. Brakowało mi tych ślicznych lampek i oryginalnych ozdóbek :( Na szczęście jedzenie mi to wynagrodziło: zamówiłam kanapkę Ser nocy letniej z brie, gorgonzolą, karmelizowaną gruszką i świeżym szpinakiem. O dziwo, choć nienawidzę szpinaku, w tym zestawieniu wcale mi on nie przeszkadzał; rozpuszczone sery przepysznie komponowały się z gruszką, pieczywo było jak zwykle świeże i chrupiące, a podanie ciekawe (na drewnianej desce). Choć miałam nieco problemów z gryzieniem wielkiej porcji, jestem zdecydowanie na tak ;) Wypity do posiłku koktajl kawowo - bananowy również bardzo mi smakował :3

Z kolei kolejna, trzecia już wizyta w Manekinie była niemal równie przyjemna jak poprzednie. Wprawdzie mój stolik nie był najlepiej umiejscowiony, a wnętrze okazało się jak zwykle zatłoczone, klimat restauracji pozostał jednak w moim stylu ;) Zamówiłam pyszną latte z syropem amaretto, słodką i aromatyczną, a co najważniejsze - z wyczuwalnym syropem. 
Naleśniki wybrałam słodkie, choć kusiły mnie także wytrawne. Nowość w menu jednak wygrała - wzięłam naleśnika z Nutellą, marakują i pieprzem kajeńskim. Oryginalne połączenie okazało się świetne, marakuja równoważyła trochę słodką i zapychający krem czekoladowy, a ostry pieprz dodawał daniu charakteru. Polecam naprawdę gorąco, zwłaszcza że za tę porcję i jakość zapłaciłam naprawdę mało ;)

Jak widać, chociaż najlepszą rozrywką jest odkrywanie nowych miejsc, warto czasem wrócić do starych, znanych restauracji :D Manekin i Bułkę przez bibułkę zdały egzamin na szóstkę - polecam te dwa miejsca każdemu wielbicielowi ciekawych miejsc i oryginalnych smaków!




niedziela, 21 grudnia 2014

Przedświąteczna wycieczka po Warszawie

Ferie świąteczne nareszcie się zaczęły , a ja wreszcie mam trochę czasu na uporządkowanie zdjęć i ogarnięcie bloga. Ostatnio wszystkie posty pojawiały się tu w ogromnym pośpiechu i chaosie, mam jednak nadzieję, że chociaż na te 2 tygodnie to się zmieni ;)

Ostatni piątek przed dniami wolnymi postanowiłam spędzić ze znajomymi w jak najfajniejszy sposób. Wybrałyśmy się więc na wycieczkę po Warszawie :D


Manekin - naleśnik z camembertem, żurawiną i kurczakiem, sos jogurtowo - koperkowy


Manekin - Latte z syropem pistacjowym

Pierwszym naszym przystankiem był jak zwykle Manekin, znakomita naleśnikarnia przy Świętokrzyskiej, o której pisałam już kilka miesięcy temu. Tym razem postanowiłam wziąć coś wytrawnego i w miarę lekkiego (tak dla odmiany ;D). Skusiłam się na naleśnika z camembertem, żurawiną i kurczakiem. W smaku był całkiem niezły, niestety coś mi nie grało między mięsem a żurawiną, poza tym osobiście nie dałabym konfitury, tylko suszone owoce. Mimo wszystko jednak danie oceniam na plus. 

Przygód po naleśnikach było wiele, najpierw łyżwy i szukanie przez pół godziny wejścia na Stadion Narodowy, potem zdjęcia z warszawską choinką (połączone z wieloma kontuzjami, ale to długa historia...), jeszcze później przemierzanie Starego Miasta w poszukiwaniu lodziarni, która, jak się okazało, była zamknięta ;) W końcu, zmarznięte i przemoknięte (ten deszcz był  tak bardzo świąteczny...) trafiłyśmy na małą kawiarenkę na Nowym Świecie - Croque Madame.

Croque Madame - Latte szarlotkowa 

Pierwsze, na co zwróciłam uwagę, to prześliczny wystrój - białe ściany, eleganckie stoliki i delikatne, wytworne wykończenia tworzyły niesamowity nastrój paryskiej kawiarenki. Do tego jeszcze te przecudne świąteczne dekoracje - mogłabym stamtąd nie wychodzić! :3 (Niestety, przez moją ukochaną baterie w telefonie zdjęcia są, jakie są - musiałam użyć aparatu znajomej) Wahałyśmy się z koleżanką między zamówieniem francuskiej gorącej czekolady a kawą, w końcu jednak dostrzegłyśmy zimową ofertę na latte szarlotkową i wszystkie nasze wątpliwości zniknęły ;) Niestety do bitej śmietany komuś sypnęło się trochę za dużo cukru - prawie nie dało się jej zjeść - ale sama kawa o jabłkowo - cynamonowym smaku była warta uwagi ;) 





Następnym punktem programu był maraton filmowy Hobbita, z którego zdjęć lepiej nie będę wstawiać - popcorn nie jest zbyt fascynującą przekąską ;) Mogę tylko powiedzieć, że zjadłam najdroższe w swoim życiu orzeszki i wypiłam trzecią kawę, tym razem mrożoną. O reszcie wrażeń z maratonu można będzie przeczytać na moim drugim blogu - La Sesame

Co na koniec? Cóż, w ramach podsumowania muszę przyznać, że bawiłam się niesamowicie. Poznałam wiele świetnych nowych miejsc, nachodziłam się, zmokłam... Idealna przygoda przed świętami i dwutygodniową zabawą w The Sims 3 ;) Na koniec zdjęcie śniadanka ze Starbucksa... I lecę robić pierniczki!

Starbucks - White Mocca na Espresso Christmas Blend, muffin czekoladowy