Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 sierpnia 2015

Paella z kurczakiem i warzywami


Paella z kurczakiem, papryką, cebulą, kukurydzą i pomidorem

W Hiszpanii byłam dotychczas tylko raz. Wprawdzie nie odwiedziłam stadionu Barcelony ani obejrzałam Madrytu, zrobiłam jednak inną ważną rzecz - spróbowałam paelli. Nie powiem, żeby było to do końca miłe wspomnienie, bo była ona serwowana z dodatkiem owoców morza, po których zwykle mnie mdli. Samo danie jednak wydało mi się intrygujące; pomyślałam, że gdyby zamiast małży na talerzu pojawił się kurczak, mój apetyt mógłby wzrosnąć ;)

Po powrocie jednak szybko zapomniałam o paelli, zajęta całkiem innymi sprawami. Wróciła ona do mnie dopiero niedawno, przy okazji kolejnych wakacji i konieczności przygotowania obiadu ;) Sięgnęłam więc po przepis i wzięłam się za robienie dania.

Paella przypomina nieco w wykonaniu risotto - ryż z warzywami zalewa się wodą (w risotto bulionem), który potem powoli się wygotowuje. Te dwie potrafy różnią się jednak kilkoma rzeczami - paella jest mniej mokra i nie obejdzie się bez dodatku szafranu, który można ewentualnie zastąpić kurkumą.

Danie wyszło naprawdę pyszne - intensywne w smaku i dobrze doprawione. Aż miałam ochotę na dokładkę... Polecam przygotować je każdemu, kto kocha ryż z dodatkami lub uwielbia eksperymentować: podobnie jak risotto wariantów paelli jest tyle, ile kucharzy, każdy może dodać coś od siebie. Ten smak z pewnością was zachwyci!

Paella z kurczakiem i warzywami:
Składniki na 4 porcje:
- 2 szklanki ryżu
- 500 g piersi z kurczaka
- 2 (najlepiej różnokolorowe) papryki
- 1 cebula
- 2 pomidory
- 1 puszka kukurydzy
- sól, pieprz, szafran/ kurkuma, rozmaryn, słodka papryka

Na patelni podsmażyć kurczaka, dodać posiekane cebulę i paprykę, przesmażyć, dodać kukurydzę. Pomidory pokroić w kostkę, dodać na środek patelni i przyprawić słodką papryką, smażyć chwilę na dużym ogniu, mieszając. Zalać patelnię wodą po brzegi, posolić mocno. Po odparowaniu połowy wody dodać ryż, przyprawić go odrobiną rozmarynu i szafranu/ kurkumy, wymieszać z warzywami. Dusić 7 minut na dużym ogniu, następnie zmniejszyć ogień i gotować, aż ryż wchłonie całą wodę. W razie potrzeby doprawić solą i pieprzem do smaku. Gotową paellę przykryć na kilka minut pokrywką od patelni. Podawać ciepłą. Smacznego!

FragOla <3




środa, 29 lipca 2015

Tydzień pod znakiem risotto


Risotto z papryką, kurczakiem, kukurydzą i serem brie


Risotto z kurczakiem, suszonymi pomidorami i bazylią

Wiecie już, że przepadam za risotto. Zrobiłabym je nawet przez sen, dlatego jest ono najlepszym wyjściem w razie wizyty gości. Choć niektórzy wybredni za nim nie przepadają, zazwyczaj wszystkim smakuje i nie wymaga wielkiego nakładu pracy...

Ostatnio za każdym razem, gdy przyjeżdża do mnie rodzina, nie mam innego pomysłu na obiad niż risotto. W efekcie przygotowałam je już dwa razy w ciągu tygodnia!

Pierwsze ugotowałam dla gości, starałam się więc nie kombinować, by przypadło im do gustu. Dodałam więc do niego tylko suszone pomidory, kurczaka i bazylię. Choć minimalistyczne, risotto zostało zgodnie okrzyknięte jednym z najlepszych obiadów, jakie przygotowałam, będę więc musiała je kiedyś powtórzyć ;)

Kolejnym razem sprawa miała się nieco gorzej, bo gotowałam dla babci i kuzyna, w których podniebienia ciężko trafić czymś innym niż klasyczną, polską kuchnią. Postanowiłam wstrzymać więc wszystkie swoje kreatywne zapędy - a było ciężko - i do risotto wrzuciłam po prostu mięso, paprykę, kukurydzę oraz nieco sera brie (musiałam!). Danie smakiem przypominało mi nieco leczo (za którym przepadam), ale w lepszej odsłonie, bo mniej wodnistej i zapychającej. Mimo wszystko jednak wciąż wybieram wersję włoską ;)

W przyszłym tygodniu z wakacji wracają niemal wszyscy moi znajomi, nie będę miała więc wiele czasu na przesiadywanie w kuchni. Zresztą pogoda także do tego nie zachęca; może więc czas na risottowy post? 

Przepis na risotto to już na moim blogu klasyk, nie ma więc sensu kolejny raz go podawać - znajdziecie go pod znacznikiem "risotto". Wystarczy dorzucić wszystkie dodatki i voila! Risotto gotowe!




niedziela, 28 czerwca 2015

Du - za Mi - ha


Smażony makaron ryżowy z warzywami




Ostatnio z koleżankami stwierdziłyśmy, że chwilowo mamy dość naleśników, a na wegańskie burgery już nie możemy patrzeć. Postanowiłyśmy w końcu odwiedzić miejsce, które będzie serwowało jakąś egzotyczną kuchnię. Po krótkich rozważaniach ktoś wpadł na pomysł Du - żej Mi - hy - tak właśnie wylądowałyśmy na orientalnym smażonym makaronie.

Knajpa ta znajduje się w Centrum i serwuje kuchnię wietnamską. Ciężko ją przegapić chociażby z uwagi na duży szyld i to, że wiele innych restauracji w tym miejscu nie ma ;) Wystrój jest bardzo ciekawy, choć niezbyt orientalny - stoliki, ściany, tablica menu i ogólny wygląd pomieszczenia to bardzo znana i modna koncepcja. Uwagę zwracają tabliczki z "cytatami", pod którymi akurat usiadłyśmy ;) Obsługa jest uprzejma, choć średnio zaangażowana, prawdopodobnie dlatego, że zamówienia, płatność i odbiór dań załatwia się od razu przy barze. Klient jest mocno samowystarczalny - nawet naczynia trzeba zwrócić własnymi rękami.

Gdy zasiadłyśmy do stołu, szybko zamówiłam smażony makaron ryżowy z warzywami i zaczęłam przyglądać się przyprawom stojącym na blacie. Skończyło się to tym, że zatarłam sobie oko papryczką chilli ;) Na szczęście do czasu wywołania mojego zamówienia zdążyłam już zażegnać kryzys i mogłam w pełni widząca delektować się swoim daniem. Makaron był bardzo smaczny, choć dla mnie nieco za tłusty i słabo przyprawiony - musiałam jeść go z ostrym sosem chilli, bo dopiero wtedy nabrał prawdziwego charakteru. Całość jednak była zadowalająca, sycąca i warta spróbowania. 

Do Du - zej Mi - hy zaprosiłabym osoby, które lubią prostą azjatycką kuchnię - przyjść tu można głównie na smażony makaron czy ryż. Jest to knajpa o bardzo luźnym charakterze, właściwie bardziej bar niż restauracja. Najecie się tu i spędzicie czas w przytulnym wnętrzu. Du - za Mi - ha jest dobrą alternatywą dla tajskich sieciówek w galeriach handlowych czy brudnych budek na ciemnych osiedlach - jeśli będziecie uważać na papryczki chilli, wasza wizyta tu z pewnością się uda!

Ach, zapomniałabym się pochwalić - całe danie zjadłam pałeczkami! Jesteście ze mnie dumni, prawda?

niedziela, 21 czerwca 2015

Risotto z wędzonym kurczakiem i pomidorem

Risotto z wędzonym kurczakiem, pomidorem, czosnkiem, szczypiorkiem i żółtym serem

Risotto chodzi za mną od kilku tygodni. Nie robiłam go bardzo długo, naszła mnie więc wreszcie ochota na jakieś nowe, bardzo smaczne i oryginalne. Takie właśnie było risotto, które przygotowałam w ten weekend ;)

Zaczęło się od pomysłu, że risotto będzie pomidorowe. Gdy jednak zaczęłam dobierać składniki pasujące do pomidorów, koncepcja dania całkiem się zmieniła i wyszła z tego potrawa oparta na wędzonym kurczaku, z mocnym smakiem wędzonki i wyraźną nutą żółtego sera. Warzywa i czosnek stały się tylko dodatkiem, co bynajmniej nie sprawiło, że obiad był gorszy - myślę, że te zmiany wyszły mu nawet na dobre.

Jeśli więc lubicie takie smaki, a przy okazji jesteście wielbicielami włoskiej kuchni, musicie zrobić to risotto - żaden smakosz nie przejdzie obok niego obojętnie ;)

Risotto z wędzonym kurczakiem i pomidorem
Składniki na 4 porcje:
- 2 szklanki ryżu
- 1,5 l bulionu drobiowego
- 500 g wędzonej piersi z kurczaka
- 4 pomidory
- 2/3 szczypiorku
- bazylia, sól, pieprz, czosnek granulowany
- odrobina startego sera żółtego

Przygotować bulion. Warzywa i kurczaka posiekać. Ryż podsmażyć chwilę na oleju, po czym wlać do niego chochlę bulionu i gotować, aż się wchłonie. Czynność powtarzać aż do uzyskania kremowego risotto, w razie potrzeby dodać gorącej wody. W czasie gotowania risotto przyprawić do smaku (najlepiej dużą ilością czosnku), a przed wlaniem ostatniej porcji bulionu dodać na patelnię kurczaka, pomidory i szczypiorek. Gdy risotto będzie gotowe, posypać je serem i wymieszać wszystko. Smacznego!

FragOla <3

niedziela, 17 maja 2015

Warszawska Noc Muzeów od strony... kuchni ;)


Marrakesh - Pita Shawarma z mięsem sojowym, grillowanymi warzywami i pikantnym sosem



Bułkę przez bibułkę - latte makaronikowa, kanapka grillowana z warzywami i kurczakiem, kiełki


Lody prawdziwe - słony karmel, Snickers, Brazilian Coffee


Deser śmietanowy z czekoladą i orzechami laskowymi Pilos, ciastka Belvita owoce leśne, croissant

Warszawska Noc Muzeów ma to do siebie, że jest dużo planowania, a mało zwiedzania. Kolejki ciągną się kilometrami (zwłaszcza te do Fabryki Wedla), ciężko więc zobaczyć coś bardziej obleganego niż Muzeum Techniki bez kilkugodzinnego oczekiwania. Niektórzy czekają, niektórzy wracają zawiedzeni do domów... a jeszcze inni w ramach protestów idą poszerzać swoje horyzonty w dziedzinie czysto gastronomicznej. Tak też zrobiłam ja, wybierając się ze znajomymi zwiedzać warszawskie restauracje ;)

Najpierw wspomnę może jeszcze o piątkowej wizycie w Marrakesh. Knajpa była bardzo zachwalana w internecie, a ja szukałam czegoś oryginalnego i najlepiej wegetariańskiego - to miejsce nadało się idealnie. Okazało się, że znajduje się we wnętrzu galerii, jest dość małe, ale przytulne i ma szerokie orientalne menu. Zamówiłam szybko Pitę Shawarma z "mięsem" sojowym, smaczną, idealnie pikantną i - o dziwo - świetnie imitującą pitę z prawdziwą shawarmą. Mięso z soi okazało się smakować zupełnie jak dobrze przyprawiona baranina i to naprawdę smaczna - mimo że jej nie lubię, zjadłam całość w mgnieniu oka. Do tego wypiłam świetną (choć sporo za drogą) zieloną herbatę, za wszystko płacąc niewiele ponad dwadzieścia złotych. Była to więc bardzo udana wizyta, nie licząc jedynie niezbyt sympatycznej obsługi, która w nieprzyjemny sposób obgadywała klientów za kasą.

Z kolei w sobotę w ramach "protestu kolejkowego" wybrałam się najpierw do mojego ukochanego lokalu Bułkę przez bibułkę, gdzie zjadłam tradycyjnie już kanapkę Mozzagrillo i wypiłam pyszną latte makaronikową. Choć makaronik miała ona tylko w nazwie i na wierzchu bitej śmietany, była warta tych 14 złotych ;) Najedzona i szczęśliwa wracałam Nowym Światem, gdy zobaczyłam niedawno otworzoną lodziarnie Lody Prawdziwe. Postanowiłam się tam zatrzymać na mały deser - kiedyś już jadłam tam przepyszne lody pistacjowe, miałam więc chęć na więcej. Ciekawych smaków było tyle, że skończyło się - jak zwykle - na 3 gałkach i wydanych 13 złotych... Lody jednak były tak pyszne, że polecam je mimo ceny: niezwykle kremowy słony karmel niemal rozpływał się w ustach, kawa była boska, a lody snickersowe wreszcie smakowały jak prawdziwe Snickersy ;) Czuć, że lody są własnoręcznie robione z najlepszych składników, smaki zmieniają się codziennie, a gałki sprzedawane są zawsze w tej samej wadze i ważone przed podaniem. W dodatku jest jeszcze możliwość wyboru wafelka ;) Odstraszać może jedynie cena, ale śmiem twierdzić, że warto.

Noc Muzeów mogę więc udać za udaną. Oczywiście poza jedzeniem robiłam mnóstwo wspaniałych rzeczy, bawiłam się przednio i wróciłam do domu ciemną nocą ;) Za rok planuję dopchać się do Wedla i zjeść coś jeszcze lepszego niż wczoraj... A tymczasem został mi tylko jogurcik na kolację :D


piątek, 10 kwietnia 2015

Burgery z prawdziwego zdarzenia

Bobby Burger - burger z kurczakiem, grillowaną cukinią, pomidorem, rukolą, guacamole, kozim serem i bułką pełnoziarnistą

Kolejną odwiedzoną przeze mnie knajpą był Bobby Burger - burgerownia, na którą miałam ochotę już od wieków, ale jakoś nigdy nie było okazji. A to niezdrowe, a to brak miejsc... W końcu jednak się udało, a wrażenia z wyjścia należały do przyjemnych.

Jako że pogoda dopisała, od razu wybrałyśmy z koleżankami miejsca na zewnątrz. O dziwo mimo wielkiego skrzyżowania w pobliżu miejsce było bardzo przyjemne i siedziało się tam naprawdę komfortowo ;) Temperatura naprawdę wyszła nam na dobre, bo w środku miejsca jest niewiele i na pewno nie rozmawiałoby się nam tam zbyt wygodnie.

Oprócz obowiązkowego shake'a waniliowego (kocham shake'i) zamówiłam oczywiście burgera, tym razem w wersji z grillowaną cukinią, pomidorem, kurczakiem, rukolą i kozim serem. Bardzo podobała mi się opcja wyboru pieczywa i sosu, a także dowolnego doboru składników. Prawdziwa burgerownia to jednak nie to, co McDonald - kurczak był grillowany i całkiem zdrowy, a burger pełen warzyw, pysznego sera i guacamole. Burgery były zdecydowanie zdrowsze niż w typowym fastfoodzie, w dodatku bardzo smaczne. Choć może języka nie urywały, zarówno one, jak i shake były naprawdę zachęcające. 

O dziwo, mimo że zapłaciłam za burgera, najbardziej smakowały mi frytki od koleżanki - były przepyszne, cudownie przyprawione i spieczone, a przy tym wcale nie tłuste. Takie frytki mogłabym jeść, choć z reguły smażonych ziemniaków nienawidzę. Podbierałam więc frytki cały czas, także w końcu zjadłam ich więcej niż właścicielka :D

Bobby burgera polecam wszystkim, którzy przepadają za kuchnią amerykańską w nieco innej odsłonie niż zwykle - zdrowszej, smaczniejszej, a przede wszystkim dopracowanej. Możecie tu przyjść na burgery zdrowe i napakowane warzywami lub prawdziwie amerykańskie z solidną porcją wołowiny i sera. Wybór należy do was... Może warto pokusić się o obie wersje? ;)


sobota, 4 kwietnia 2015

Risotto pomidorowo - czosnkowe

Risotto z pomidorami, pomidorami suszonymi i czosnkiem

Przedświąteczne obiady zazwyczaj nie są zbyt wymyślne, tym razem jednak udało mi się znaleźć chwilę, by przygotować moje ukochane risotto. Wyzwanie było o tyle duże, że jeden z jedzących nie lubił pomidorów - musiałam postarać się, by risotto było pyszne nawet pomimo tej antypatii ;)

Pomysł na risotto z czosnkiem i pomidorami przyszedł mi do głowy, gdy robiłam nakaron z podobnymi dodatkami. W końcu pomidory suszone i czosnek to typowy, włoski minimalizm, który możemy znaleźć u Włochów niemal na każdym talerzu ;) Skoro spaghetti Napoli to światowy klasyk, dlaczego risotto w podobnym smaku nie miałoby być przepyszne?

Nie pomyliłam się w swoich przewidywaniach - danie naprawdę wyszło świetne. Czuć było w nim pomidory i posmak oliwy, mocno był też wyczuwalny czosnek; żaden smak nie zdominował całkowicie dania, tworzyły raczej idealne połączenie. Mogłabym jeść takie risotto bez przerwy i myślę, że każdy, kto lubi ryż po włosku będzie miał podobne odczucia :3 Obiad uznaję za udany, zwłaszcza że antyfanka pomidorów również wstała od niego najedzona ;)

Risotto pomidorowe
Składniki na 5 porcji:
- 2,5 szklanki ryżu
- 1,75 l bulionu drobiowego
- 500 g piersi z kurczaka
- 4 - 5 ząbków czosnku
- 1 duży pomidor
- słoik suszonych pomidorów z zalewy
- sól, bazylia, czosnek granulowany

Przygotować bulion, pozostawić go  mna małym ogniu, by cały czas się podgrzewał. Kurczaka pokroić w kostkę i przyprawić solą oraz czosnkiem, usmażyć. Ryż podsmażyć na 3 łyżkach zalewy z pomidorów. Dodawać do niego po łyżce bulionu, aż stanie się kleisty, zwarty i ugotowany. W międzyczasie dorzucić na patelnię posiekane pomidory,  kurczaka, starty czosnek i przyprawy, wymieszać. Podawać od razu. Smacznego!

FragOla <3

czwartek, 2 kwietnia 2015

Dawno temu na obiedzie

Zdarzyło mi się ostatnio kilka wyjść, ale jakoś nie było okazji, żeby się nimi pochwalić - od tygodnia myślę o zbliżających się świętach i zamiast blogować, planuję mazurki, babki oraz wielkanocne ciasteczka ;) Dziś jednak nadszedł dzień wolny, postanowiłam więc  wreszcie zająć się zdjęciami na swoim telefonie i opublikować co nieco o moich kulinarnych wycieczkach :D

Na pierwszy ogień pójdzie restauracja Mango, którą odwiedziłam jeszcze przed swoją chorobą żołądkową. Knajpa reklamuje się pod hasłem vegan street food, a że nie jestem fanką mięsa i przepadam za odkrywaniem nowości na talerzu, musiałam kiedyś ją odwiedzić. Samo miejsce robi dobre, choć niekoniecznie szokujące wrażenie - mamy drewno, cegłę, tablice z menu wypisanym kredą i miłą obsługę (choć pan za ladą był słabo zorientowany w menu, bo nie potrafił podać mi składu smoothie). Zamówiłam więc smoothie z mango oraz pitę falafel - również z mango - i zasiadłam z koleżankami przy stoliku w rogu. Zamówienia wydawane są podobnie jak w Krowarzywie - po karteczkach z numerkami. Smoothie było smaczne, zwłaszcza jak na wegański napój bez dodatku mleka - zamówiłabym takie jeszcze raz ;) Z kolei pita smakowała całkiem nieźle, trochę jak tortilla z warzywami i sosem; nie pasował mi w niej kotlet z cieciorki, której szczerze nienawidzę, i bardzo psuł mi smak całego dania. Jednak w ogólnym rozrachunku wszystko było całkiem smaczne, ceny również mieściły się w przyzwoitym przedziale, więc mogę z czystym sumieniem polecić to miejsce - skoro mi smakowało wegańskie jedzenie (a nie mogłabym być weganką), to coś ono musi w sobie mieć ;)


Pita falafel z warzywami, kotletem z cieciorki, mango i sosami


Smoothie z mango


Trochę wnętrza ;)



Z kolei w trakcie grypy żołądkowej odwiedziłam 7street. Wiem, restauracja amerykańska to niezbyt dobry wybór na ból brzucha, ale jakoś tak wyszło, że za bardzo nie miałam wyboru... Miejsce znajduje się na wyludnionym, opuszczonym pasażu w Grodzisku i szczerze wątpię, by było mocno oblegane - tyle tam ludzi, co przed świętami w mojej szkole ;) (czyli bardzo mało :D) Wnętrze ma bardzo amerykański wystrój, jest też całkiem wygodne i przytulne. Obsługiwał nas bardzo miły pan, uznałam więc, że zaszaleję (tak, specjalnie dla niego ^^) i skorzystałam z fajnej opcji "Stwórz własnego burgera". Wybrałam bułkę razową pełnoziarnistą, grillowanego kurczaka, suszone pomidory, camembert i sos BBQ; niestety ostrzymałam bułkę pszenną, dwa pomidory na krzyż i o wiele za dużo sosu. Sam hamburger był całkiem smaczny, ale przyznaję, że jadłam zdecydowanie lepsze. Jedną z zalet jest dla części klientów na pewno spora porcja, której osobiście nie byłam w stanie dokończyć. Czy polecam? Cóż, powiem tak: po drodze można wstąpić, ale specjalnie się tam wybierać nie ma po co.


Hamburger z grillowanym kurczakiem, rukolą, suszonymi pomidorami i sosem BBQ, frytki





A na koniec ostatnie i najlepsze wyjście - wyprawa do Fragoli z okazji początku ferii wielkanocnych ;) Jak zwykle zjadłam tam pyszne lody, po raz pierwszy też spróbowałam dania wytrawnego i naprawdę bardzo mi smakowało. Fragola to po prostu klasa sama w sobie i zdecydowanie warto tu przyjść nie raz ani nie dwa ;)


Makaron z fetą, pesto z pomidorów i kurczakiem, Raisins Cup


No, to by było na tyle ze sprawozdania - lecę piec ciasta na Wielkanoc! Do zobaczenia, wracam z porcją świeżego mazurka ;)



niedziela, 22 marca 2015

Quesadillas z mango, kurczakiem i camembertem

Quesadillas z kurczakiem, mango, camembertem, nerkowcami i pieprzem

Dawno nie jadłam quesadillas - wprawdzie planowałam wyjście do KFC na Quritto Quatro Formaggi, ale zanim zdążyłam się zebrać, potrawę tę wycofano ;) Dziś miałam humor dobry na gotowanie - od rana stworzyłam owsiankę i spersonalizowaną czekoladę, postanowiłam więc, że pójdę za ciosem i obiad też zrobię. I tak jakoś naszło mnie na te tortille... 

Tym razem postawiłam na coś nowego - zamiast tradycyjnych już dodatków (jak sos, papryka i kukurydza), połączyłam ze sobą nieco bardziej niecodzienne: mango, camemberta, kurczaka, nerkowce i pieprz. Nie byłam pewna smaku, ale cóż, bez ryzyka nie ma zabawy... Okazało się, że się opłaciło - mango świetnie komponowało się z wytrawnymi dodatkami, a pieprz doskonale podkreślał wszystkie smaki ;)

Pomyślałam jednak, że muszę wykombinować coś, by ser sklejał placki z obu stron, a górna tortilla była równie przypieczona co dolna. Następnym razem położę ser jako warstwę dolną i górną, a tortille spróbuję jakoś obrócić...

Wszystkim smakoszom kuchni meksykańskiej - choć w nieco innym wydaniu - bardzo polecam mój dzisiejszy eksperyment. Choć może się wydawać inaczej, ta feeria smaków podpasuje każdemu - co więc stoi na przeszkodzie, by spróbować?

Quesadillas z mango, kurczakiem i camembertem
Składniki na 8 ćwiartek:
- 4 tortille
- 300 g piersi z kurczaka
-  180 g camemberta
- 4 garści nerkowców
- 1 mango
- pieprz, sól

Mięso pokroić w kostkę, przyprawić i usmażyć. Mango i camemberta pokroić w plasterki. Na pojedynczą tortillę wyłożyć połowę mięsa, 2 garści orzechów i połowę mango. Obsypać warstwę z owocem pieprzem i na sam wierzch rozłożyć równomiernie camembert. Przykryć drugą tortillą i podgrzewać na małym ogniu pod przykryciem do rozpuszczenia się sera. Pokroić na ćwiartki, podawać ciepłe. W ten sam sposób przygotować drugą partię quesadillas. Smacznego!

FragOla <3

niedziela, 15 marca 2015

Razowe penne z brokułami, sosem czosnkowym i kurczakiem

Razowe penne z sosem czosnkowym, brokułami i kurczakiem

Od tygodnia marzył mi się makaron razowy z jakimś dobrym sosem. Najpierw wymyśliłam pomidorowy, potem curry, a w końcu na jednym z blogów odnalazłam swój wyśniony obiad: penne z sosem czosnkowym i brokułami ^^ Dawno już nie jadłam niczego podobnego, szybko więc zabrałam się za przygotowywanie.

Potrawa ta jest banalnie prosta - można ją przygotować dosłownie w 20 min. bez większego wysiłku - a przy tym naprawdę bardzo dobra. Rzadko zdarza mi się dojadać resztki z patelni, a tym razem pożarłam połowę odstawionej dla taty porcji... Choć zapomniałam posolić makaronu (jak zwykle zresztą), wszystko świetnie się ze sobą komponowało: śmietana idealnie pasowała do brokułów, kurczak dodawał smaku, a razowe penne sprawiało, że danie było zdrowsze niż w klasycznej wersji. I co wy na to?

Makaron mogę polecić wszystkim wielbicielom makaronów i smacznej, wiosennej kuchni. Wbrew pozorom jest ono całkiem lekkie i możne je jeść ciągle - ja na przykład czuję, że wiele wiosennych popołudni spędzę w jego towarzystwie ;) Ach, i pamiętajcie o soleniu makaronu, to naprawdę ważna sprawa :D

Razowe penne z sosem czosnkowym, brokułami i kurczakiem
Składniki:
- 500 g piersi z kurczaka
- 500 g razowego penne
-  śmietany 18%
- 5 ząbków czosnku (lubię pikantne dania, a z taką ilością dla mnie było tej ostrości nawet za mało)
- 1 główka brokułu
- 2 garści orzechów włoskich
- sól, pieprz

Mięso pokroić w kostkę i przyprawić, przesmażyć na odrobinie oleju. Brokuła podzielić na małe części i ugotować w osolonej wodzie. Do śmietany zetrzeć czosnek, wymieszać i doprawić. Ustawić patelnię z mięsem na małym gazie, dodać śmietanę, brokuły, orzechy i ugotowany makaron. Doprawić, podgrzewać przez chwilę. Smacznego!

FragOla <3

poniedziałek, 9 marca 2015

Risotto ziołowe

Risotto ziołowe

Nadszedł ciężki czas w roku szkolnym, a mianowicie długa wiosna bez żadnej przerwy; następne ferie dopiero na Wielkanoc... Wczoraj jednak pogoda była tak piękna, że niemal cały dzień spędziłam na dworze i muszę przyznać, że poczułam się, jakby było lato :D Nie mogę już doczekać się maja, słońca, wakacji... 

W wiosennym tonie było także dzisiejsze risotto ziołowe. Prawdę mówiąc, powstało, bo w domu nie było nic oprócz mięsa, cebuli, przypraw i ryżu, ale mimo tych średnio szlachetnych powodów wyszło bardzo dobre :) Było kremowe i aromatyczne, z mocno wyczuwalnym majerankiem, bazylią i ostrą nutą parmezanu, który udało mi się wygrzebać z głębin lodówki. 

Chociaż słońce za oknem nie zachęca do spędzania czasu w kuchni, polecam wam przygotować to risotto - naprawdę smakuje wiosną, jest cudownie włoskie, a jego przygotowanie - o dziwo - bardzo relaksuje...

Risotto ziołowe
Składniki na 4 porcje:
- 1 l bulionu drobiowego
- 2 szklanki ryżu
- podwójna pierś z kurczaka
- 2 cebule
- zioła: majeranek, bazylia, tymianek, oregano
- odrobina parmezanu
- sól, pieprz

Przygotować bulion. Mięso pokroić w kostkę, posolić i popieprzyć, przesmażyć. Cebulę zeszklić na odrobinie oleju, dodać do niej ryż i chwilę smażyć. Zalać go 2 chochlami ciepłego bulionu, wygotować, czynność powtarzać, aż ryż będzie miękki (w razie potrzeby dodać wody). W połowie procesu dodać dużo ziół (nie żałujcie ich!) i kurczaka, doprawić. Do gotowego risotto zetrzeć parmezan. Podawać od razu. Smacznego!

FragOla <3

niedziela, 1 marca 2015

Tagliatele z pesto czosnkowo - pomidorowym

Tagliatele z pesto z czosnku i suszonych pomidorów, z kurczakiem i prażonymi pestkami słonecznika

Włoskie jedzenie to coś, co lubię, a że od jakiegoś czasu po włosku jem tylko pizzę, stęskniłam się już za jakimś dobrym obiadem rodem z Italii. Postanowiłam przygotować pesto z bloga xxx, tyle że w wersji obiadowej.

Danie jest niezwykle proste, jak zresztą większość kuchni włoskiej - upiec czosnek, rozgnieść składniki, usmażyć z mięsem, dodać makaron... Gotowe! Szybko, prawda? Na początku wydawało mi się, że makaronu może być trochę za mało, na szczęście wystarczyło go bez problemu.

Tagliatele z czosnkiem i suszonymi pomidorami to nie wyszukany smak z najlepszej restauracji; wręcz przeciwnie, smakuje bardzo domową kuchnią włoską. Mimo dużej ilości czosnku nie jest ostre, po po upieczeniu traci on swoją pikantność, bardzo dobrze komponują się z nim pomidory. Pestki słonecznika odgrywają ważną rolę w całej kompozycji, podkreślając smak i przyjemnie chrupiąc ;) Danie jest nieco tłuste ze względu na zalewę z pomidorów, ale jednocześnie zakwalifikowałabym je jako dość lekkie. 

Dawno nie jadłam tak dobrego makaronu we własnym domu, cieszę się więc ogromnie, że go przygotowałam. Polecam każdemu włochomaniakowi!

Tagliatele w pesto z czosnku i suszonych pomidorów z kurczakiem
Składniki na 4 porcje:
- 5 główek czosnku
- ok. 15 pomidorów suszonych z zalewy
- 4 łyżki zalewy z pomidorów
- 4 łyżki soku z cytryny
- podwójna pierś z kurczaka
- 6 łyżek pestek słonecznika
- ok. 3/4 paczki makaronu tagliatele
- przyprawa gyros, sól

Mięso pokroić w kostkę i przyprawić gyrosem, usmażyć. Głowki czosnku obrać z zewnętrznej warstwy łupiny, odkroić górną część tak, by wszystkie ząbki były odsłonięte. Nasmarować odrobiną oleju i piec ok. 20 min. w 180 stopniach. Po tym czasie obrać każdy ząbek i rozgnieść czosnek w misce, dodać do niego sól i sok z cytryny, posiekane pomidory i zalewę. Wszystko wymieszać, przełożyć na patelnię z kurczakiem, dodać trochę wody i chwilę gotować. Następnie dodać ugotowany makaron i dokładnie wymieszać. Każdą porcję tagliatele obsypać podprażonymi ziarnami słonecznika. Smacznego!

FragOla <3


środa, 18 lutego 2015

La Venda - hit czy kit?


Zielone tagliatelle z kurczakiem, suszonymi pomidorami i gorgonzolą





Odwiedziłam dzisiaj dziwnym trafem pizzerię La Venda w Grodzisku Mazowieckim. Trafiłam tam na obiad trochę przypadkiem, cieszę się jednak z tego zbiegu okoliczności - obiad tam okazał się całkiem niezłym doświadczeniem ;)

Choć obawiam się, że przy obecnej liczbie odwiedzających knajpa może szybko zbankrutować, to przyjemne miejsce i mogłoby zakorzenić się tu na dłuższy czas. Wnętrze urządzone jest jak w klasycznej włoskiej knajpie - nowocześnie, klimatycznie, ze ślicznyni ścianami i obrazami oraz otwartą kuchnią. Choć brakuje serwet w kratkę, można przez chwikę wyobrazić sobie, że siedzie się w Rzymie i kontempluje swoje wakacje ;) Wnętrze uszczupliłabym o kilka stolików i parę lamp, ale mimo wszystko wrażenie robi niezłe :D 

Jeśli zaś chodzi o jedzenie - cóż, jest drogo, ale w takim miejscu nie ma prawa być tanio. Makarony kosztują koło 30 złotych, pizze również tyle. Zwyczaje wydają się tu prawdziwie włoskie - maleńka pizza na jedną głodną osobę, picie w miniaturowej ilości... Dobrze, że jeszcze nie doliczają coperti ;) Może dość wysokie ceny pozwolą restauracji utrzymać się przez jakiś czas na rynku.

Mimo wszystkich wad tego miejsca muszę jednak pochwalić jedzenie. Zjadłam naprawdę pyszne tagliatelle z kurczakiem, suszonymi pomidorami i rozpuszczoną gorgonzolą, tworzącą sos do makaronu. Mogłoby być w nim więcej warzyw, jednak zdecydowanie nie narzekam; podobnie jest z pizzą, która, choć mała, jest naprawdę smaczna i prawdziwie włoska - na cieniutkim cieście, prosta, z małą ilością składników.

Jeśli więc kiedyś jakimś dziwnym trafem znajdziecie się głodni w Grodzisku Mazowieckim, radzę wam wstąpić na obiad do La Vendy - posmakujecie prawdziwej włoskiej kuchni i przytulnego, cichego wnętrza ;) A jeśli nie przekona was jedzenie, urzekną z pewnością słoiczki z przetworami na parapecie! Ja wracam tam już w ten weekend i oczekuję większego tłumu!

czwartek, 29 stycznia 2015

Noodle z kurczakiem i imbirem

Smażone noodle z kurczakiem, imbirem, czosnkiem i szczypiorkiem

Przez ostatni miesiąc ciągnęło mnie okropnie do jakiejś azjatyckiej knajpy; niestety jakoś tak wyszło, że nie udało mi się zjeść nawet w Thai Woku... Musiałam więc przyrządzić sobie chiński fast food sama, w zaciszu własnego domu ;)

Postawiłam na noodle z kurczakiem i imbirem, ciekawe i znane połączenie. To danie dobre na szybki obiad, robi się je w 20 minut i nie potrzeba do niego wielu składników. Makaron noodle znajdziecie w każdym większym markecie, podobnie jak imbir... Resztę jeszcze łatwiej zakupić ;)

Potrawa była bardzo ciekawa w smaku, ostra i intensywna przez dodatek imbiru. Nie miałam wagi kuchennej, więc nie wiedziałam, ile dokładnie mam go dodać... Możliwe więc, że "na oko" dałam trochę za dużo ;) Mi jednak smakowało, choć moja mama krzywiła się przy jedzeniu okropnie - kuchnia chińska nie jest dla niej :)

Polecam wam takie noodle, szybkie jak w  
azjatyckim barze, ale robione samodzielnie - zdrowsze i o w pełni znanym składzie ;) Można je z powodzeniem przygotować na obiad, a wyprawa "do Chińczyka" nie będzie już konieczna ;)

Noodle z kurczakiem i imbirem
Składniki na 4 porcje:
- 200 g makaronu noodle
- 50 g świeżego imbiru
- 4 ząbki czosnku
- podwójna pierś z kurczaka
- 3 łyżki sosu sojowego
- 2 jajka
- garść posiekanego szczypiorku
- 100 ml sherry

Makaron ugotować zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu. Kurczaka doprawić solą i pieprzem, usmażyć go na patelni. Dodać starty czosnek i drobno posiekany imbir, smażyć chwilę. Wlać sherry, dodać makaron, szczypiorek i sos sojowy, dokładnie wymieszać. Wbić jajka, przemieszać je z resztą składników i chwilę smażyć. Podawać ciepłe. Smacznego!

FragOla <3


piątek, 23 stycznia 2015

Słodkie życie, słodkie naleśniki

Naleśniki z masłem orzechowym i bananem/z pieczonymi w cukrze bananami, podane z Hershey's Syrupem

Gdybym miała wybrać jakiś epitet opisujący moje życie, nie miałabym dylematu - wzięłabym przymiotnik słodkie. Słodkie śniadania i kolacje, do tego słodkie naleśniki na obiad... Od tej ilości cukru depresja mi nie grozi, gorzej już z cukrzycą ;)

Prawda jest jednak taka, że uwielbiam naleśniki i mogłabym je jeść ciągle. Po ostatniej wizycie w Manekinie zamarzyły mi się podobne placki, grube, puszyste i duże, z pysznym nadzieniem. Te może im nie dorównują, są jednak całkiem niezłe jak na wielkość mojej patelni ;) 

Do ciasta dodałam odrobinę kawowego likieru, delikatnie wyczuwalnego w naleśnikach. Nadzienie z masła orzechowego i bananów oraz z bananów pieczonych w cukrze jest przepyszne i słodkie, wręcz lekko zasładzające, doskonale pasuje do delikatnie alkoholowych, grubych placków i Hershey's Syrupu. 

Na taki obiad mogłabym chodzić codziennie - oj, tak, moje życie jest zdecydowanie bardzo słodkie. Po co komu mięso, chleb i warzywa, skoro można jeść czekoladę i naleśniki? Naprawdę nie mam pojęcia ;)



środa, 21 stycznia 2015

Zapiekanki inaczej

Zapiekanki z warzywami i serem

Kocham bagietki prawie tak jak lody - gdy dorwę się do jakiejś, nie sposób mnie powstrzymać przed zjedzeniem jej. Gdy tylko pojawiły się w domu, zaczęłam zjadać je na sucho, a żeby się nie zmarnowały, postanowiłam też zrobić z nich obiad :) 

Zapiekanki to świetny posiłek - szybki, prosty i smaczny, idealny, gdy nie ma się ochoty kombinować z niczym wymyślnym. Przy niedużym wysiłku można też przygotować je w ciekawy, oryginalny sposób... Te powstały z wydrążonych bułek, sera, jajek i warzyw, a okazały się naprawdę smaczne! Farsz przypominał mi nieco serową tartę; był także bardzo sycący ;)

Jeśli macie w domu kilka niewykorzystanych bagietek lub po prostu lubicie zapiekanki w różnej postaci, koniecznie zróbcie to danie! Zasmakuje każdemu maniakowi piekarnikowych obiadów :D

Zapiekanki warzywne
Składniki na ok. 10 porcji:
- 6 jajek
- 500 g sera żółtego
- 2 pomidory
- 2 małe cebule
- 10 łyżek jogurtu naturalnego
- 10 łyżek majonezu
- 6 ząbków czosnku
- 5 bagietek (u mnie z ziarnami)
- sól, pieprz, ostra papryka

Pomidory pokroić w kostkę, cebulę posiekać i podsmażyć. Jogurt wymieszać z majonezem, dodać starty czosnek, starty ser i warzywa, przyprawić. Wbić do mieszanki jajka i wymieszać. Bagietki przekroić na pół, wydrążyć środek i wyłożyć do nich farsz. Piec w 180 stopniach przez 20 min. Smacznego!

wtorek, 6 stycznia 2015

Egzotyczne risotto

Risotto z mango, granatem i kurczakiem

Dzisiaj na obiad danie, które zachwyci miłośników oryginalnych połączeń - risotto z kurczakiem, mango i granatem! Brzmi dziwacznie? No, może trochę... Odważycie się je przygotować?

Osobiście uwielbiam dziwne połączenia. Kurczak i owoce są dla mnie niczym jing i jang - istnieją po to, żeby je łączyć ;) W tym risotto współgrają znakomicie. Miałam szczęście, bo znalazłam w sklepie ryż arborio za 3 zł, mango i granata zaś dorwałam w ostatniej chwili. 

O dziwo, choć i mango, i granat to bardzo słodkie owoce, w daniu nie dominuje słodki smak. Jest ono raczej ostro - słono - słodkie, pikantny pieprz kajeński świetnie podkreśla słodycz, a oregano, o dziwo, bardzo do wszystkiego pasuje. Smaki są zdecydowanie zrównoważone i świetnie dobrane.

Raz się żyje, a przynajmniej tak mówią. Podobno też życie jest za krótkie, żeby wszystkiego spróbować. Mimo tego nie żałuję, że spróbowałam egzotycznego risotto - to był dobry wybór ;)

Egzotyczne risotto
Składniki na 4 porcje:
- 2 szklanki ryżu (najlepiej arborio)
- 1 l bulionu drobiowego
- 1 podwójna pierś z kurczaka
- 1 granat
- 1 mango
- sól, pieprz kajeński, oregano, przyprawa do kurczaka

Przygotować bulion. Na patelni rozpuścić łyżkę masła, wsypać ryż, wymieszać dokładnie i chwilę smażyć. Kurczaka pokroić w kostkę, przyprawić przyprawą do kurczaka i usmażyć na złoto. Do ryżu dolewać po chochelce bulionu, czekać, aż ryż go wchłonie i znów dolewać. Czynność powtarzać do wyczerpania się bulionu, aż ryż będzie miękki i kremowy. Po pierwszym dolaniu bulionu przyprawić danie. Przed ostatnią chochelką dorzucić na patelnię kurczaka, pokrojone mango i pestki granata. Podawać od razu. Smacznego!

FragOla <3


poniedziałek, 22 grudnia 2014

Risotto z kurczakiem i marchewką

Risotto z kurczakiem, marchewką, cebulą i papryką

Każde ferie oznaczają jedno - więcej czasu na wszystko! Ja ze swojego korzystam w pełni, dzisiaj zdążyłam już pojechać na wielkie świąteczne zakupy, upiec trzy blachy pierniczków na prezenty i zrobić risotto na obiad ;) Moja sterta książek do przeczytania zaś czeka i, o zgrozo, wciąż rośnie...

Dzisiejsze risotto było jedną wielką improwizacją. W ostatniej chwili okazało się, że dynia się nie zawekowała i poszła do wyrzucenia, musiałam więc ją zastąpić czymś innym. Padło na marchewkę... Jakby tego było mało, zalałam pół kuchni olejem, mieszanie ryżu więc stworzyło świetną gimnastykę wraz z mopowaniem ;) Z kolei najtańszy w sklepie ryż zemścił się na mnie za swoją cenę i za nic nie chciał się ugotować, musiałam kila razy podlewać risotto gorącą wodą. Przygód było wiele, ale liczy się rezultat, prawda?

Risotto wyszło całkiem niezłe, miało w sobie coś ciekawego. Pikantna nuta dodawała mu charakteru, smak podbijał też czosnek. Jedynym problemem była dla mnie narchewka, której nienawidzę z całego serca. Efekt był taki, że z risotta marchewkowego wybierałam główny składnik, resztę zajadając ze smakiem ;) Pocieszam się myślą, że z dynią byłoby pewnie tak samo...

Polecam to risotto wszystkim, którzy przepadają za marchewką i pikantnymi, dość azjatyckimi smakami. Połączenie kuchni włoskiej i chińskiej okazało się naprawdę ciekawą mieszanką!

Risotto z kurczakiem i marchewką
Składniki na 4 porcje:
- 2 szklanki ryżu
- 1 l bulionu drobiowego
- podwójna pierś z kurczaka
- 5 średnich marchewek
- 2 papryki
- 2 cebule
- 5 ząbków czosnku
- 3/4 szklanki białego wytrawnego wina
- 1 posiekana papryczka chilli
- sól, pieprz kajeński, papryka słodka mielona

Cebulę, marchewkę i paprykę posiekać w kostkę. Na 2 łyżkach masła i 2 łyżkach oleju przesmażyć cebulę z 2 startymi ząbkami czosnku. Dodać ryż, smażyć chwilę. Zalać go winem i chochlą bulionu, wymieszać, gotować do wchłonięcia bulionu przez ryż. Dodawać chochlami bulion i wygotowywać go, aż ryż będzie miękki. Kurczaka pokroić w kostkę, przyprawić solą, pieprzem i papryką. Marchewkę posolić i popieprzyć, przesmażyć, dodać kurczaka i startą resztę czosnku, dusić kilkanaście minut pod przykryciem, aż marchewka zmięknie. Po przedostatnim dodaniu bulionu dodać do ryżu paprykę i chilli, a po ostatnim - marchewkę z kurczakiem. Wygotować, sprawdzić, czy ryż jest miękki, w razie potrzeby dodać trochę gorącej wody i jeszcze chwilę gotować. Podawać od razu. Smacznego!

niedziela, 21 grudnia 2014

Naleśniki piernikowe

Naleśniki piernikowe podane z syropem cynamonowym i pokruszonymi ciastkami korzennymi

Jeśli moja dieta dłużej będzie tak wyglądała, zejdę z tego padołu łez w młodym wieku na cukrzycę... No cóż, dzisiaj kolejny słodki obiadek - naleśniki piernikowe, tak żeby poczuć magię świąt :)

Fenomen tych naleśników polega na tym, że żaden z ich składników osobno nie jest szczególnie dobry, za to po połączeniu ich smak staje się w punkt rewelacyjny (o ile istnieje w ogóle takie określenie ;D). Nie są trudne w przygotowaniu, właściwie zajmuje to ok. 30 min. Polecam łasuchom, szczególnie tym z sympatią do pierników :3

Naleśniki piernikowe
Składniki na ok. 12 sztuk:
- 2,5 szklanki mąki
- 2,5 szklanki mleka
- 1 jajko
- 1 łyżka kakao
- 1 łyżka przyprawy do piernika
- 1 łyżka cukru
- 2 łyżki oleju
- 300 g mascarpone
- 1/2 szklanki śmietany kremówki
- 2 łyżeczki cukru trzcinowego
- 1,5 łyżki miodu
- szczypta przypraw korzennych
- opakowanie ciastek korzennych

Mleko, jajka i cukier roztrzepać, wmieszać do nich mąkę, kakao, przyprawę do piernika i olej. Wstawić do lodówki na ok. 25 min. Smażyć na teglonowej patelni bez tłuszczu. Mascarpone zmiksować z kremówką do uzyskania kremowej masy, dodać miód, cukier i przyprawy. Wymieszać. Gotowe naleśniki smarować kremem, kruszyć do każdego po kilka ciasteczek, zawijać. Smacznego!

FragOla <3

sobota, 29 listopada 2014

Risotto z orzechami, gruszką i serem blue

Risotto z gruszką, orzechami włoskimi, serem blue i kurczakiem

Stwierdziłam ostatnio, że moim absolutnym faworytem obiadowym jest risotto. Wymyślanie połączeń smakowych do niego to chyba moja ulubiona czynność w kuchni ;) Gruszka, ser blue i orzechy włoskie to akurat nie mój pomysł, ale pomysł bardzo trafny :3

Przyznam się, że ser pleśniowy jadłam chyba po raz trzeci czy czwarty w życiu, bo oprócz tego, że za nim nie przepadam, to jeszcze mam na niego uczulenie... Na szczęście w małych ilościach mi nie szkodzi :D Obawiałam się trochę, że będzie mi przeszkadzał w jedzeniu charakterystyczną goryczką (tak jak w bardzo podobnej do tego risotto sałatce z Pizzy Eataliano). Zostałam pozytywnie zaskoczona - risotto niesamowicie mi zasmakowało.

Smak danie zawdzięcza świetnemu połączeniu składników. Choć gruszki prawie nie czuć, da się wyłapać jakiś jej słodki akcent; ser daje lekko gorzkawy posmak i doskonale komponuje się z orzechami włoskimi. Całość to poezja na talerzu ;3

Cóż, mam chyba tylko jedno wyjście - przy najbliższej okazji przeprowadzam się do Włoch. Wyjdę za przystojnego Ricardo czy Leonardo, który codziennie będzie serwował mi kolejny rodzaj risotto... Moje życie będzie boskie <3 Ech, marzenia... ;)

Risotto z gruszką, serem blue i orzechami włoskimi
Składniki na 4 porcje:
- 2 szklanki ryżu (najlepiej arborio
- 1 l bulionu warzywnego
- 500 g piersi z kurczaka
- 2 cebule
- 1 gruszka
- 100 g sera blue
- 1 szklanka posiekanych orzechów włoskich
- sól, pieprz kajeński

Przygotować bulion. Kurczaka pokroić w kostkę, przyprawić solą i pieprzem kajeńskim, usmażyć. Cebulę posiekać drobno, przesmażyć na 3 łyżkach masła. Dodać pokrojoną w kostkę gruszkę, smażyć chwilę, przyprawić solą i pieprzem kajeńskim, wsypać ryż i wymieszać. Po kilku minutach wlać ok. 2 chochel bulionu, gdy się wygotuje, dodać następną porcję. Czynność powtarzać do momentu, w którym ryż będzie ugotowany i kremowy, mieszając co jakiś czas. Przed ostatnim wlaniem bulionu dodać kurczaka. Do gotowego risotto dorzucić orzechy i posiekany ser, wymieszać, by ser się rozpuścił. Podawać od razu. Smacznego!

FragOla <3