sobota, 23 maja 2015

Chutney z bananów, czyli dlaczego chciano mnie odesłać do psychiatry

Bułka pełnoziarnista z dżemem brzoskwiniowym i chutneyem z bananów (przepraszam za jakość, ale było ciemno)

Kiedy moja rodzina zobaczyła, że smażę czerwoną cebulę z bananami, przez chwilę szykowała się do odesłania mnie do domu wariatów. Szybko jednak wytłumaczyłam im, że robię chutney z bananów, który nie dość, że będzie jadalny, to jeszcze z pewnością pyszny... Cóż, dotąd mi nie wierzą, choć nadal jestem w domu, a nie w zakładzie psychiatrycznym ;) Ja tylko się śmieję, bo chutney jest naprawdę smaczny, mimo wszystkich kontrowersji, które budzi ;)

Chutney z bananów
Składniki:
- 4 banany
- 1 czerwona cebula
- 8 daktyli
- cynamon
- pieprz
- sól

Banany i cebulę posiekać w kostkę. Cebulę przesmażyć na maślę, dodać banany i daktyle i chwilę smażyć, aż 3/4 bananów rozpadnie się. Przyprawić solą, pieprzem i cynamonem do smaku. Wystudzić. Smacznego!

FragOla <3

piątek, 22 maja 2015

Owoce balsamico pod migdałową kruszonką

Brzoskwinie, banan i śliwki z balsamico pod migdałową kruszonką

  Od jakiegoś czasu moje sufletówki stoją samotnie w szafce i zbierają kurz, a to oznacza jedno: nadeszła pora, by je wykorzystać ;) Ostatnio mam ciągle ochotę na owoce, więc zapieczenie ich z kruszonką było genialnym sposobem na odnowienie mojej znajomości z kokilkami ;) 

Nie ma tu co się rozpisywać: kupiłam śliwki i brzoskwinie, zrobiłam kruszonkę i danie praktycznie samo się zrobiło. Owoce puściły sok, który w połączeniu z kruszonką i octem balsamico stworzył przepyszne połączenie.

Pozostało mi tylko polecić wam owoce z balsamico pod kruszonką jako świetny sposób na wykorzystanie kokilek i zdrowy deser... Cóż, smacznego ;)

Owoce z octem balsamicznym pod migdałową kruszonką
Składniki na 2 porcje:
- 1/6 szklanki mąki
- 1 łyżka + 2 łyżeczki cukru 
- 1 łyżka brązowego cukru
- 10 g + garść migdałów
- 3 łyżki masła
- 1/4 łyżki zimnej wody
- szczypta soli
- 2 - 3 brzoskwinie
- 1 banan
- 3 śliwki
- 3 łyżeczki octu balsamico

Mąkę, posiekane 30 g migdałów, cukry, sól, wodę i masło wymieszać palcami na kruszonkę. Wstawić do zamrażarki na 10 min. Owoce pokroić w kostkę, zalać octem i zasypać 2 łyżeczkami cukru, przemieszać. Kokilki wysmarować masłem, wyłożyć na nie owoce i garść migdałów, obsypać schłodzoną kruszonką. Piec w 170 stopniach ok. 30 min. Smacznego!

FragOla <3



czwartek, 21 maja 2015

Śniadanie za złotówkę w Aioli

Brioszka z masłem, dżemy: malinowy, żurawinowy, limonkowy, morelowy; kawa z Amaretto i miętą

Warszawski Restaurant Week jakoś mnie nie wciągnął - nie zawędrowałam jeszcze do żadnej knajpy biorącej w nim udział. Trafiam za to ostatnio na mnóstwo promocji, jakby wszystkie restauracje nagle postanowiły zacząć wprowadzać u siebie coraz lepsze okazje... Z okazji Happy Hours w Starbucksie frappuccino piję już od 3 dni , jednak największej frajdy dostarczył mi tydzień ze śniadaniami w Aioli za symboliczną złotówkę.

Po wycieczce do Teatru Narodowego po bilety za 250 groszy (nie wyszło, ale nie pytajcie, proszę :D) uznaliśmy ze znajomymi, że przez czterogodzinne stanie jesteśmy okropnie głodni. Ktoś rzucił pomysł śniadania... I zaczął się wyścig z czasem, bo za złotówkę można zjeść tylko do godziny 12! Cóż, działo się - przy stoliku siedzieliśmy dopiero o 11:58 ;) Do Aioli chciałam wybrać się od dawna - zawsze odstraszały mnie ceny - teraz jednak nie zwróciłam zbytniej uwagi na wystrój czy klimat. Pamiętam tylko, że w knajpie było przerażająco tłoczno, a nad ladą wisiały okropne imitacje kawałków mięsa.

Promocja nie jest oczywiście tak bajeczna, na jaką wygląda - jak we wszystkim, jest w niej haczyk ;) Śniadanie za złotówkę można zamówić tylko do kawy, którą trzeba kupić w zwykłej cenie, więc ja, ze swoją kawomanią, zamówiłam udziwnioną kawę z Amaretto i miętą i zapłaciłam w sumie 16 złotych. Nie żałuję jednak, bo kawa była przepyszna, mimo braku w niej choćby odrobiny mleka. Amaretto i mięta bardzo ciekawie się z nią komponowały i sprawiły, że czarna kawa nie była tak mocna i gorzka. 

Z kolei na śniadanie zamówiłam brioszkę z wyborem dżemów. Posiłek podano mi na desce, jak to jest ostatnio modne - dostałam przekrojoną na pół słodką bułkę i cztery słoiczki z dżemami: malinowym, żurawinowym, morelowym i limonkowym. Wszystko to podbiło moje serce - brioszka była świeża, pachnąca i miała przepyszną skórkę, a dżemy, choć odrobinę przesłodzone, bardzo oryginalne. Szczególnie zasmakowała mi słodko - kwaśna limonka; za żurawinę jakoś nie mogłam się zabrać ;) Jedyne, czego mogę się czepiać, to ilość dżemu w stosunku do ilości pieczywa - do czterech słoiczków przydałaby się jeszcze jedna taka ogromna bułeczka :D Wszystko razem jednak było przepyszne i nie żałuję ani trochę, że się na to skusiłam. 

Dzień zakończyłam spacerem po Polu Mokotowskim i grą w siatkówkę, najlepsze było chyba jednak jego rozpoczęcie ;) Aioli wciąż widnieje na mojej liście odwiedzin, jednak tym razem już w porze obiadowej... Może wprowadzą jakąś inną promocję?


środa, 20 maja 2015

Owsianka z M&M's


Owsianka z M&M's


Szarą zimę zastąpiła już kolorowa wiosna, pora więc na wprowadzwnie nieco barw także do kuchni! Wprawdzie lepiej byłoby wprowadzić je wraz z warzywami, uznałam jednak, że M&M'sy są całkiem niezłym początkiem... No, może nie zdrowym, ale przynajmniej smacznym ;) Dlatego wczoraj dodałam je do owsianki i świętowałam rano prawdziwą ucztę ;) Czy muszę wspominać, że było pysznie?

niedziela, 17 maja 2015

Warszawska Noc Muzeów od strony... kuchni ;)


Marrakesh - Pita Shawarma z mięsem sojowym, grillowanymi warzywami i pikantnym sosem



Bułkę przez bibułkę - latte makaronikowa, kanapka grillowana z warzywami i kurczakiem, kiełki


Lody prawdziwe - słony karmel, Snickers, Brazilian Coffee


Deser śmietanowy z czekoladą i orzechami laskowymi Pilos, ciastka Belvita owoce leśne, croissant

Warszawska Noc Muzeów ma to do siebie, że jest dużo planowania, a mało zwiedzania. Kolejki ciągną się kilometrami (zwłaszcza te do Fabryki Wedla), ciężko więc zobaczyć coś bardziej obleganego niż Muzeum Techniki bez kilkugodzinnego oczekiwania. Niektórzy czekają, niektórzy wracają zawiedzeni do domów... a jeszcze inni w ramach protestów idą poszerzać swoje horyzonty w dziedzinie czysto gastronomicznej. Tak też zrobiłam ja, wybierając się ze znajomymi zwiedzać warszawskie restauracje ;)

Najpierw wspomnę może jeszcze o piątkowej wizycie w Marrakesh. Knajpa była bardzo zachwalana w internecie, a ja szukałam czegoś oryginalnego i najlepiej wegetariańskiego - to miejsce nadało się idealnie. Okazało się, że znajduje się we wnętrzu galerii, jest dość małe, ale przytulne i ma szerokie orientalne menu. Zamówiłam szybko Pitę Shawarma z "mięsem" sojowym, smaczną, idealnie pikantną i - o dziwo - świetnie imitującą pitę z prawdziwą shawarmą. Mięso z soi okazało się smakować zupełnie jak dobrze przyprawiona baranina i to naprawdę smaczna - mimo że jej nie lubię, zjadłam całość w mgnieniu oka. Do tego wypiłam świetną (choć sporo za drogą) zieloną herbatę, za wszystko płacąc niewiele ponad dwadzieścia złotych. Była to więc bardzo udana wizyta, nie licząc jedynie niezbyt sympatycznej obsługi, która w nieprzyjemny sposób obgadywała klientów za kasą.

Z kolei w sobotę w ramach "protestu kolejkowego" wybrałam się najpierw do mojego ukochanego lokalu Bułkę przez bibułkę, gdzie zjadłam tradycyjnie już kanapkę Mozzagrillo i wypiłam pyszną latte makaronikową. Choć makaronik miała ona tylko w nazwie i na wierzchu bitej śmietany, była warta tych 14 złotych ;) Najedzona i szczęśliwa wracałam Nowym Światem, gdy zobaczyłam niedawno otworzoną lodziarnie Lody Prawdziwe. Postanowiłam się tam zatrzymać na mały deser - kiedyś już jadłam tam przepyszne lody pistacjowe, miałam więc chęć na więcej. Ciekawych smaków było tyle, że skończyło się - jak zwykle - na 3 gałkach i wydanych 13 złotych... Lody jednak były tak pyszne, że polecam je mimo ceny: niezwykle kremowy słony karmel niemal rozpływał się w ustach, kawa była boska, a lody snickersowe wreszcie smakowały jak prawdziwe Snickersy ;) Czuć, że lody są własnoręcznie robione z najlepszych składników, smaki zmieniają się codziennie, a gałki sprzedawane są zawsze w tej samej wadze i ważone przed podaniem. W dodatku jest jeszcze możliwość wyboru wafelka ;) Odstraszać może jedynie cena, ale śmiem twierdzić, że warto.

Noc Muzeów mogę więc udać za udaną. Oczywiście poza jedzeniem robiłam mnóstwo wspaniałych rzeczy, bawiłam się przednio i wróciłam do domu ciemną nocą ;) Za rok planuję dopchać się do Wedla i zjeść coś jeszcze lepszego niż wczoraj... A tymczasem został mi tylko jogurcik na kolację :D


środa, 13 maja 2015

Śniadanie na kolację

Koktajl z borówek, mango i banana, croissant

Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego ludzie nie jedzą na kolację jajecznicy. Owszem, to danie raczej śniadaniowe, dlaczego jednak nasze społeczeństwo aż tak je zaszufladkowało? Myślę, że mój dzisiejszy wieczorny posiłek spotkałby podobny los, bo przecież croissant i sok/koktajl owocowy to dla Francuzów niemal synonim śniadania. Cóż, może jestem dziwna, ale lubię łamać zasady. Oczywiście kocham też croissanty, a na widok zblendowanych owoców cieknie mi ślinka... Ale to przecież nie ma nic do mojego manifestu, który głosi wolność posiłków i ich pory ;)

Koktajl z mango i borówką
Składniki:
- 100 g borówki amerykańskiej
- 1 banan
- 1 dojrzałe mango
- ok. 1 szklanka mleka

Owoce zblendować mlekiem, schłodzić. Smacznego!

FragOla <3

Owsianka z koglem - moglem

Owsianka z koglem - moglem

Lustereczko, powiedz przecie, co jest najsmaczniejsze na świecie? Tak mogłaby się zaczynać moja oda do śniadania, którą z pewnością kiedyś napiszę. Odpowiedź byłaby oczywista: owsianka, zwłaszcza z rana! Dziś zjadłam ją w wersji z koglem - moglem, który dodał daniu kremowości i duużo słodyczy ;) Palce lizać!